Niewielka stacja kolejowa znajdująca się się w wiosce zawsze kojarzy się z początkiem roku szkolnego, kiedy pełna jest uczniów przyjeżdżających do Hogwartu. Jednak na co dzień widuje się tu niewielu ludzi. Pociąg do Londynu kursuje tu każdego dnia, rzadziej można tu natrafić na te odjeżdżające w innych kierunkach.
Bilet pociągiem do Londynu (podróż trwa ok. pół dnia) – 7gBilet Błędnym Rycerzem do Londynu (podróż o wiele szybsza) – 9g
Sylvio nie należał do osób, które podejmowały rozmowę jeżeli nie miały na to ochoty. Wolał uprzedzić dziewczynę, zanim się rozsiadła. Zawsze mogła jeszcze zmienić przedział, a on bez skrępowania rozłożyłby się tak, żeby było mu wygodnie. Na razie pozwolił sobie wyciągnąć przed siebie nogi, oparł je o siedzenie naprzeciwko. Tak, zdecydowanie było mu wygodniej. Wykrzywił usta w coś na kształt uśmiechu. - Dopóki nie będziesz mówiła o głupotach przymknę oko na monologi. I tylko nie zanudzaj mnie jakimiś miłosnymi podbojami. Przekartkował kilka stron, chyba jednak pomylił lektury. Trudno, przeczyta to co miał teraz w rękach. Chyba, że monologi Apple uniemożliwią mu to, ale na to zawsze znajdzie się sposób.
Wywróciła oczami, krzyżując ręce na piersiach. - Naprawdę wyglądam na osobę, której ulubioną rozrywką są długie opowieści o miłostkach? - uniosła wymownie brew. Machnęła niedbale ręką. - Lepiej nie odpowiadaj. Chyba wolałabym nie znać odpowiedzi. - dodała, tym razem zerkając na książkę znacznie dłużej. - Ciekawe o czym czyta. Gdyby nie to, że miałam prowadzić monolog, to z pewnością bym o to spytała. - powiedziała po chwili z rozbawieniem po czym podobnie do chłopaka, rozłożyła nogi na siedzenie na przeciwko. Zdecydowanie wygodniej. Obróciła głowę w stronę okna i zaczęła obserwować ludzi znajdujących się na peronie.
Nie przyjrzał się jej na tyle, aby wiedzieć czy należy do grupy tych dziewczyn. Powinno być to widać na pierwszy rzut oka, więc niewiele czasu upłynęłoby zanim odpowiedź wypłynęłaby z jego ust. Niestety albo stety nie chciała znać jego zdania. Sylvio nie załamał się z tego powodu, tylko pogrążył się w książce. Miał do wyboru wie opcje albo za pomocą Jęzolepa ucieszyć dziewczynę, albo odpowiedzieć na jej pytanie. Już teraz wiedział, że monologi Gryfonki nie będą uprzyjemniały mu podróży. - Może zmienisz temat na jakieś ploteczki z wielkiego świata Hogwartu. Podsunął jej pomysł, zdecydowanie temat ten również mu nie odpowiadał, ale był lepszy od słuchania jej rozważań o własnej skromnej osobie. Obawiał się, że jeżeli zdradzi jej o czym czytał pociągnie to za sobą kolejne pytania.
Lekko zmrużyła oczy, uważniej przyglądając się chłopakowi. Trafił jej się trudny przypadek. Ciągnęło to za sobą również te dobre konswencje. Przynajmniej podróż nie będzie nudna. - Ploteczki? Wiesz, w szkole jest redagowana gazetka, która właśnie za to odpowiada, więc stamtąd możesz dowiedzieć się wszystkiego. - odpowiedziała, nieznacznie się krzywiąc. Liczyła na to, że jej rozmówca trochę się rozkręci. Mógłby przynajmniej przestać czytać. - Ten typ tak ma. - mruknęła pod nosem po czym prychnęła cicho.
Oczywiście, że miał w rękach nie raz tego szmatławca. Przeczytał z nudów nawet kilka numerów. Ale czy było w nim opisywane wszystko? Tego nie wiedział. Bo ani się tym nie interesował, ani nie śledził tego było tam napisane. Mogły też być w nim tylko wymysły redaktora. - Liczyłem, że wiesz więcej. A Anonimowa Reporterka złagodniała przez co czytanie tego nie należy już do rozrywki. Nie wiedział jak, ani dlaczego ale wciągnęła go chcąc nie chcąc w wymianę kilku zdań, przez co nie mógł skupić się na czytaniu. Odłożył książkę na bok, zaznaczając stronę na której skończył. Porzucił też na razie pomysł uciszania jej zaklęciem, kiedy się znudzi sama zamilknie. Oby nastąpiło to jak najszybciej.
Spokojnie czekała na odpowiedź chłopaka. Nigdzie jej się nie śpieszyło. - Niestety, zawiodłam. - westchnęła teatralnie. - Ale masz rację, zdecydowanie złagodniała. Może ucięli jej pensję? - zaśmiała się krótko, ale melodyjnie. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, widząc, że odłożył książkę. Nie wnikała dlaczego to zrobił, jakoś ją to nie interesowało. Ważne, że w końcu narodziła się pewnego rodzaju interakcja, co ją w pełni satysfakcjonowało. - Trzeba wysłać sowę z zażaleniem do Anonimowej Reporterki. - skwitowała.
Nagle, jakby znikąd pojawili się wśród gmachu na peronie. Diana dopiero teraz otworzyła oczy. Zamknęła je przy teleportacji. Na chwilę straciła równowagę i musiała się przytrzymać Marka, żeby nie upaść. -Łał...- powiedziała gdy doszła do siebie.
Gdyby wcześniej pomyślał i zablokował drzwi przedziału, cieszyłby się z niezmąconej przez nikogo ciszy. Kolejna nauczka na przyszłość. - Zawiodłaś - przyznał rację Apple. - Ale możesz to nadrobić... poprzez milczenie. Przy okazji napiszesz zażalenie. A przez wakacje Reporterka może odnajdzie swoją ironię, cięty język i zgryźliwość oraz wszystko inne czego jej ostatnimi czasy brakuje. Wyciągnął z kieszeni spodni papierosy, ostatniego wypalił wchodząc do pociągu, a od tamtego czasu upłynęło sporo minut. Po kilku sekundach w przedziale unosił się dym o charakterystycznym zapachu. Nie przyszło mu nawet na myśl, że mogło to komuś przeszkadzać.
Wzruszyła ramionami. - Dożyjemy, zobaczymy. - pokiwała lekko głową. Chłopak sięgnął do kieszeni. Dobrze wiedziała, czego szukał, dlatego na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Wyjęła z torby pióro i kawałek papieru i narysowała przekreślony papieros. Kartkę przywiesiła na drzwi przedziału. - Przykro mi, to przedział dla niepalących. - uśmiechnęła się łobuzersko, z charakterystycznym błyskiem w oku.
Albo uda im się dojść do względnego porozumienia, albo czeka go długa podróż. Przedział dla niepalących, też sobie wymyśliła. Spokojnie palił dalej, delektując się wdychanym dymem, który drażnił jego podniebienie. - Jakaś Ty przebiegła. Ślizgoni mogą się przy Tobie schować albo co poniektórzy i uczyć. Przy papierosie lubił poczytać, dlatego też sięgnął po odłożoną na bok książkę. Musiał przyznać, że matka się postarała i wybrała odpowiednią pozycję dotyczącą malarstwa. Nie znaczyło to, że cofnie swoje słowa które wypowiedział w przeszłości do niej, że nie ma on nim pojęcia.
Westchnęła z rezygnacją i opadła bezsilnie na siedzenie. - No to pal chociaż przy oknie. - mruknęła z niezadowoleniem. Znów sięgnął po książkę. Tym razem postanowiła się do niego nie dostosowywać. - Tak, chyba napiszę poradnik dla Ślizgonów. - powiedziała z nutką ironii. - W ogóle nie wiem co robię w Gryffindorze. - rozłożyła wymownie ramiona. - Albo wiem, w przeciwieństwie do Ślizgona chowającego się za maską sarkazmu albo Krukona z nosem w książce, nie boję się nawiązywania nowych kontaktów. - uśmiechnęła się nieznacznie.
A gdzie siedział? Dla pewności jeszcze spojrzał w prawą stronę i tak jak poprzednio znajdował się przy oknie, nic się nie zmieniło. Przeklął, nie zwracając uwagi na swój niewybredny język. - A co robisz w Gryffindorze? Nawiązujesz kontakty przez prowadzenie monologów? Ta rozmowa mogłaby się już zakończyć. W ogóle nie powinien jej od początku kontynuować. Zaciągnął się po raz kolejny oraz strzepał popiół na podłogę, nie miał zamiaru szukać czegoś co robiłoby mu za popielniczkę. - Wybacz, gdzie moje maniery? Sylvio Mayrs, Krukon, szósta klasa. Mieszkam w Fowey i nie mam żadnego zwierzątka. Planów na wakacje również nie mam, a na kolonie udaję się z nudów. Nie zdałem egzaminu na teleportację raz zaspałem, później się trzykrotnie rozszczepiłem. Zapoznawanie i nawiązywanie kontaktów zakończone, czy masz jeszcze jakieś pytania?
- Przejrzałeś mnie. Dokładnie tak robię. - pokiwała głową zbyt gorliwie, by można to było uznać za prawdę. Lekko przekrzywiła głowę, gdy chłopak przejął od niej pałeczkę i rozpoczął swój monolog. Nie wytrzymała w powadze i wybuchnęła szczerym śmiechem. - Cóż za wyczerpująca odpowiedź. Masz do tego jakiś szablon? - spytała z rozbawieniem. Zrobiła 'przygnębioną' minę. - Zakończone? Nie jesteśmy nawet w połowie drogi. - zerknęła w stronę okna. - Od razu pytania. Znajomość zawsze musi być jak gra w mugolskiego ping ponga? Rzucanie pytaniami jak piłeczką. Czasem wystarczy odrobina entuzjazmu i od razu jest lepsza atmosfera.
Wyrzucił papierosa przez uchylone lekko okno, lubił kiedy przyjemny wiaterek wiał mu w twarz tak jak to było właśnie w tym momencie. Poprawił nie odłączy kapelusz, który po raz kolejny spadł mu na oczy. Będzie musiał sprawić sobie nowy, to ciągłe opadanie było denerwujące. A bawienie się zaklęciami przy ubraniach nie miało racji racji bytu. Przynajmniej dla niego. - Chcesz z niego skorzystać? - Jeżeli tak by właśnie było to ewentualnie rozważyłby podzielenie się nią swoim kluczem czy też szablonem. Entuzjazm, entuzjazm... ona chyba żartuje. Musi żartować. Czy ja wyglądam na takiego co entuzjazm nosi w kieszeniach? - Znajomość może polegać też na milczeniu. Spróbujemy? Takie więzi są silniejsze ponad wszystkie inne.
- Nie marzę o niczym innym. Ten szablon musi być idealny! - powiedziała z udawanym poruszeniem po czym oparła głowę o poduszkę. Kątem oka spojrzała na Krukona. - Milczeniu, powiadasz. No cóż, ciekawa teoria. Rozumiem, że wtedy przekazujemy sobie informacje telepatycznie. - uśmiechnęła się ironicznie. - Wypadałoby, żebym powiedziała coś o sobie. - wzięła głęboki oddech, by zacząc jakże długi monolog. - Mów mi Apple. - skończyła równie szybko, jak zaczęła.
Może i był monotematyczny, a jeżeli przeszkadzało to Apple. Droga wolna, nikt jej siłą nie trzymał ani nie zamierzał trzymać w tym przedziale. - Tylko i wyłącznie telepatycznie. Jeżeli nawiążemy takie połączenie będzie to niezwykła znajomość. Nie uważasz? Rozpłynął się niemal w zachwycie nad swoimi słowami. Odnotował również w pamięci imię dziewczyny, może kiedyś w przyszłości mu się do czegoś to przyda.
Zaśmiała się pod nosem, nie patrząc na chłopaka. - Niezwykle fascynująca znajomość. - zgodziła się z nim. - Gdzieś to sobie zapiszę i ozdobię szlaczkami, żeby nie zapomnieć tej złotej myśli. - dodała z ironią po czym zaczęła się bawić rzemykami znajdującymi się przy poduszce. - Wiesz co, jednak nie skorzystam. Nie pociągają mnie jakieś szamańskie rytuały, więc zachowaj kontakt wzrokowy z książką, a ja przerwę Ci dopiero w kulminacyjnym momencie lektury.
Z niemałą radością przyjął koniec podróży, która minęła we względnym spokoju. Oczywiście mogła ona przebiec w dużo lepszej atmosferze, ale i tak nie było najgorzej. Co i raz przerywał czytanie książki, aby przerwać kolejny monolog Gryfonki. Okazało się, że potrafiła mówić bez końca i czasami wręcz zapominała o umiarze. Zdjął z półki kufer i wyminął Apple, pożegnał się z nią uprzejmie i jak tylko znalazł się na peronie udał się w stronę wyjścia. Zanim dotrze do domu minie sporo czasu.
Wsiadłem do pociągu jadącego d Londynu. Nerwy doprowadzały mnie niemal do szału... Jak prowadzić interesy z takimi ludźmi, jeśli bardziej obchodzą ich wzajemne kontakty od dawnych waśni i rodowych sporów... Dramat nucąc po polsku stary mugolski szlagier z moich rodzinnych stron... siedzę i czekając na przyjazd do miasta. http://aaa111aaa.wrzuta.pl/audio/17wCSeOU8w3/knajpa_mordercow
Trochę ja zdziwiła propozycja chłopaka. Namawia mnie do ucieczki ze szkoły? Nie ładnie...- pomyślałą, ale i tak się zgodziła. Wyszli więc z zamku razem, a później do Hogsmeade na stację kolejową. -A wiesz może kiedy mamy pociąg? Spytała davida wchodząc na peron. Pociagu jeszcze nie było, ale moze zaraz przyjedzie? Kto wie...
-Czekaj muszę się zastanowić. Przemyślał wszystko, pociąg za około osiem minut. -Osiem minut i będzie pociąg plus to zanim wsiądziemy i zanim ruszy, czternaście minut. Ale chodź kupimy bilety to czas nam minie. Trochę kolejki było nawet jakiś nauczyciel kupował bilet i przechodził obok nich więc David zasłonił dziewczynę. Jednak miała swój znaczek Gryffindoru. Gdy kupili bilety usiedli na pobliskiej ławce. Po chwili pociąg już był.
-Ok.- tylko tyle powiedziałą na propozycję kupna bliletów. Z kamienną twarzą i lekkim sercem pochyliła głowę i schowała się za Davidem, gdy obok nich przechodził jakiś nauczyciel. Kupili bilety i usiedli na ławce czekając na pociąg, który zaraz przyjechał. Wsiedli do niego i po kilku minutach byli już w drodze do Londynu.
Spacerowała po peronie i co chwila spoglądała na zegarek. Chciała pojechać do Londynu. Nie bez powodu, postanowiła zrobić sobie tatuaż, ale nie chciała być tam sama. Napisała w końcu do najlepszej przyjaciółki, która zgodziła się z nią spotkać, nie wiedząc nawet, co dokładnie ją czeka. Nie wie, że będą musiały zostać w Londynie na noc, zaraz jej to uświadomi. Miała przy sobie torbę z ich ciuchami. Przed wyjściem Zapakowała co nieco z jej łóżka, miała nadzieję, że to wystarczy na jedną noc. Do odjazdu pociągu zostało dwadzieścia minut. Margaret zaczynała się niecierpliwić.
O ludzie, ludzie! Nie wiedzieć czemu, ale strasznie się przestraszyła, kiedy to przeczytała list od Margaret. Ten pośpiech jej się nie podobał. Dlatego też założyła szybko kurtkę i chwyciła torbę, po czym wybiegła co sił w nogach z zamku a dalej na stację. Zmachała się trochę, więc stanęła przed Gryfonką podpierając ręce o kolana. Spojrzała na dziewczynę pytającym wzrokiem, nie mogąc wydobyć z siebie ani jednego słowa. W końcu jednak udało jej się złapać oddech. - Co... się... stało?
Margaret wzięła Elliott w objęcia i ścisnęła mocno. - Hej, kochanie. Nic się nie stało. - Powiedziała jej do ucha, po czym ja puściła i się wyszczerzyła. - Za piętnaście minut jedziemy do Londynu. - Nie przestawała się uśmiechać. - Nie chciałam jechać sama, a chcę zrobić sobie tatuaż. Takie prezent na moją pełnoletność. Zgadzasz się mi towarzyszyć? - Spojrzała na nią spode łba.
Nie da się opisać jej ulgi, kiedy usłyszała, że nic się nie stało. A już kombinowała jak tutaj podkraść Kath glany, żeby pokazać Yavanowi, że jej przyjaciółek się nie zostawia. Ale to będzie musiało poczekać, miejmy nadzieję, że jak najdłużej. - Do Londynu? Za piętnaście minut? Tatuaż? - Spojrzała na Marg trochę zdezorientowana, bo jakoś nie dotarły do niej jej słowa. - Aaa... jasne, że będę ci towarzyszyć. Baardzo chętnie. Już wiesz, gdzie chcesz go mieć?