Sala Pojedynków jest specjalnym pomieszczeniem na pojedynki czarodziejów. Jest długa, w sam raz dla walczących par. Na czas dodatkowych zajęć są tu ustawiane niedługie podesty, a gdy nic się nie odbywa - sala jest po prostu pusta. Od czasu do czasu zaglądają tu uczniowie, zwykle z nudów.
Moje oczy biegały z jednej strony na drugą, notując tyle nieudanych zaklęć. Bardzo możliwe, że w którymś momencie zdarzyło mi się nawet ziewnąć. Wreszcie jakiś atak, skuteczna obrona, atak, obrona, atak i już niezbyt skuteczna obrona. Unoszę różdżkę niemal ze znudzeniem, w końcu przed chwilą jedyne co mogłam robić to drapać się po głowie. - Finite - rzucam dobitnie, wykonując odpowiedni ruch ręką. Rozglądam się po zawodnikach, a w sali panuje głucha cisza. Czując na sobie spojrzenia wzruszam ramionami i zwracam się do chłopaka. - Seth, jedno trafienie, gratuluję - mówię sympatycznym głosem. Przełykam ślinę, obracam głowę w bok i raz jeszcze obrzucam pomieszczenie spojrzeniem, zanim opuszczam różdżkę i pozwalam ręce zwisać swobodnie wzdłuż ciała. - Hope, teraz ty zaczynasz - informuję, jednocześnie nieznacznie przewracając oczyma. Ot, taki tik.
Gdy Mavis ja uwolnila wstala pospiesznie I podniosla rozdzke. Skrzywila sie mierzac Setha wzrokiem. Zazgrzytala zebami I wycelowala w niego rozdzka. -Gratuluje trafienia.-powiedziala spokojnie I odetchnela gleboko. -Terra Mora vantis.-wypowiedziala nieco podenerwowana. Trafila. Doskonale, Seth nie mial sans na obrone. Na jej twarzy pojawil sie delikatny usmiech. No coz, musiala sie odegrac. Jesli on ja trafil, on a rowniez musiala trafic. Cos za cos nieprawdaz? Tylko ona uznawala taka zasade? Zmierzyla przeciwnika wzrokiem I zachichotala cichutko. -Przykro mi skarbie, nie mam zamiaru z Toba przegrac.-powiedziala po czym puscila do niego perskie oczko.
Przygotował się na obronę tak jak poprzednio chociaż powoli zaczynał powątpiewać w to, że dziewczyna w ogóle w niego trafi. Jak się okazało, jego przypuszczenia tym razem nie okazały się być słuszne - dostał Terra mora vantis i to tak mocno, że nie miał najmniejszych szans aby się obronić. Uczucie towarzyszące oberwaniu tym zaklęciem było cholernie dziwne, chłopak miał wrażenie, że jego ciało i organy wewnętrzne, że cały się rozsypuje w proch. W tym szoku zaczął mieć nawet pewne trudności z oddychaniem, a gdy jego uszu dobiegły słowa Hope - między innymi to jak go nazwała - przeniósł na nią wzrok i zapewne gdyby dał radę wyraziłby znaczną niechęć odnośnie takich zwrotów.
Unoszę jedną brew ku górze, w geście wyrażającym zdziwienie, kiedy Hope bezbłędnie trafia Setha. Wywracam oczami po raz kolejny, tak bardzo, że niemal zaczynają mnie boleć. Chwytam mocniej różdżkę i kieruję ją w stronę Setha. - Finite - rzucam krótko, ale dobitnie. Wykonuję odpowiedni ruch ręką i zaklęcie oczywiście mi wychodzi, uwalniając chłopaka od skutków rzuconego zaklęcia. Swoją drogą, dziwny wybór. - Jedno trafienie dla Hope, jest remis - oznajmiam po chwili. Znowu cofam się o krok, bo uprzednio podeszłam, by zdjąć klątwę i znów opuszczam różdżkę wraz z ręką wzdłuż ciała, a mój wzrok ślizga się pomiędzy sylwetkami dwóch zawodników. - Seth, Twoja kolej na atak - mówię jeszcze, po czym w pomieszczeniu zapada cisza.
Kiedy Mavis zakończyła formułką Finite działanie zaklęcia które zostało na niego rzucone ciągle miał jakieś takie dziwne odczucie. Brr. Wzdrygnął się jakby chcąc strzepnąć z siebie proch który nie tak dawno czuł, którym sam się stawał. Ta iluzja była dosyć... Hm, nieprzyjemna to raczej mało powiedziane. - Acusdolor - wypowiedział wyraźnie, jednak przez to zdekoncentrowanie i ciągle trzymający go lekki szok spudłował. W sumie trochę szkoda mu się zrobiło, wysunąłby się na prowadzenie.
Mavis wypowiedziała jakas formulke i Seth byl jak nowy. Mimo iz jego mina mowila cos innego. Moze przesadzila z tym zakleciem? Nie no przeciez on tez mogl uzyc jednego z tych nietypowych zaklec. Przygotowala sie do obrony, ale Seth byl jeszcze w malym szoku po jej ataku i spudlowal. No coz..moze jednak przesadzila. Musiala go zaatakowac, ale jakim zakleciem? Ktore powinna wybrac? Pierwsze, ktore przyszlo jej na mysl to.. -Aquasudo.-powiedziala spokojnie cwlujac w niego rozdzka. Trafila, ale Seth mial szanse na obrone, ciekawe jak mu pojdzie. Zreszta Hope znow uzyla jednego x tych dziwnych zaklec. Po co ona w ogole sie ich uczyla? Ehh..cala Hope. Najpierw robi potem mysli.
Obrona, musiał się przygotować na obronę. Od razu po nieudanym zaklęciu przyjął odpowiednią pozycję starając się skupić na poczynaniach przeciwniczki i przy okazji nie zawiesić się tak jak to często mu się zdarzało. Chwila minęła zanim dziewczę rzuciło kolejne zaklęcie. Niby krótka, jednak w ciągu tych kilku sekund Seth zdążył się zawiesić. Zanim rzucił zaklęcie defensywne było już za późno i tym razem czuł, że dosłownie się topi. Nie mógł złapać oddechu, wręcz dusił się, a przy tym wypluwał spore ilości wody. Zerknął na Mavis. Błagam, skończ to wreszcie.
Unoszę brwi raz jeszcze, w geście zdziwienia, że sprawy przybrały taki obrót. Mrużę oczy przyglądając się dokładniej sylwetce Hope, po czym wyciągam różdżkę przed siebie z głośnym: - Finite! Moje zaklęcie jak zwykle udaje się, w końcu nie bez powodu wybrano mnie na sekundanta. Machnęłam ręką, że to tyle na dziś i w sumie byłam zadowolona, że tym razem pojedynek nie zakończył się bezsensownym czekaniem na ruch przeciwnika. - Dwa trafienia dla Hope, jedno dla Setha, koniec pojedynku - oznajmiam pojednawczym głosem, przyglądając się zawodnikom z zadowoleniem. Obracam głowę dookoła i myśląc, że już czas się zbierać dodaję na koniec: - Wygrywa Hope, gratulacje! Po czym obracam się na pięcie i wychodzę, a za mną później lub wcześniej oboje uczniów Hogwartu.
Katherine pojawiła się w sali dość szybko. Ubrana w swoją czarną schludną szkolną szatę wyglądała naprawdę groźnie z tym swoim ponurym uśmiechem na twarzy. Poprzednim razem stała tutaj i walczyła ze starszą od siebie i bardziej doświadczoną studentką. Teraz ona była bardziej doświadczona od tamtego czasu, jak i również wiele się nauczyła. Brała udział w Złotym Sfinksie i nigdy nie rezygnowała z nauki zaklęć. Cieszyła się, gdy ojciec mógł być dumny za jej osiągnięcia. Napawało ją to bowiem dumą. Teraz przychodząc tutaj i stając na środku areny chciała pokazać, że jest najlepsza. -Katherine- przedstawiła się gdy tylko Freya pojawiła się w zasięgu jej oczu. Była z Salem, nie była nawet ani trochę uczennicą Hogwartu. No ale wracając do Katherine, dziewczę w tym momencie marzyło tylko o wygranej i sprowadzeniu na dziewczynę z Salem koszmaru w postaci zaklęć.
kostka rozpoczynająca: 4
Ostatnio zmieniony przez Katherine Russeau dnia Wto Gru 15 2015, 10:23, w całości zmieniany 1 raz
Freya dotarła do sali pojedynków jako druga. Nie lubi chodzić w mundurku, więc przyszedła ubrana o właśnie tak [KLIK]. Gdy wchodziła do sali była już jedna osoba. Kath znała z lekcji tak przelotnie. Przywitała się z nią i zajęła miejsce wyczekując Julis'a, bo to on jest sekundantem ich walki. Była pewna swoich umiejętności, wie że skopie jej tyłek. W Salemie skopywały tyłki innym w klubie pojedynków. Niech poczuje koszmar z mojej taktyki zaklęć.
Po jakimś czasie pojawiłem się także i ja - wspaniały sekundant, Juliusz O'Shea we własnej osobie. Ubrany w ciemne spodnie i białą koszulę, zjawiłem się w Sali Pojedynków, a w ręce kurczowo ściskałem różdżkę. - Freya, Katherine, znacie zasady, bijecie się do dwóch trafień - mówię, po czym postępuję do przodu, żeby znaleźć się bliżej dziewczyn. Kojarzę @Freya Tulle, w końcu chodziła ze mną do szkoły, natomiast @Katherine Russeau widywałem zapewne tylko kilka razy na korytarzach. Przewracam oczyma tak mocno, że niemal zaczynają mnie boleć. - Zaczyna Katherine - mówię, po czym staję poza zasięgiem zaklęć, jedną rękę mam w kieszeni, w drugiej trzymam różdżkę w pogotowiu, chociaż przecież wiem, że w takiej szkole jak ta nie można używać niebezpiecznych zaklęć.
Katherine Russeau
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Katherine uśmiechnęła się tym swoim charakterystycznym dla niej uśmieszkiem. Nie uważała siebie za najlepszą, jednakże nie zmienia to faktu, że chciała wygrać ten pojedynek. @Julius O'shea był jej znany tylko z widzenia. Wiedziała, że był czystej krwi a to było dla niej najważniejsze. Dzięki temu chłopak mimo iż był z Salem to zyskiwał praktycznie jej szacunek. -Są zasady? Chyba jak zwykle o czymś zapomniałam- powiedziała z lekkim uśmieszkiem na twarzy, zaraz udała, że zaskoczyła o co biega, zupełnie jakby zapaliła jej isę nad głową jakaś lampeczka. -Już wiem, spokojnie, tylko żeby nie polała się krew, chociaż tą bym chętnie zobaczyła- powiedziała po czym wedle słów chłopaka, skłoniła się wedle zasad, a potem na początek wystartowała łagodnie z zaklęciem na start. Chciała pokazać Freyi brak talentu i że tak naprawdę jest od niej słabsza. -Riddiculus- rzuciła zaklęcie w kierunku dziewczyny z Salem. Było jednak z góry wiadome, że zaklęcie się jej nie uda.
Uśmiechnęła się kiedy zjawił się Julius. Zajęła swoję miejsce na macie ustwiając do obrony. Oczywiście Kath rzuciła na tyle proste zaklęcie że Freya odsunęła się od promienia bez żadnego trudu. Gdy przyszedła jej kolej, bez żadnego zachamowania wycelowała różdzkę mówiąc. -Poena inflicta Zaklęcie się jej udało powodując ogromny ból głowy. Przystała w gotowości na kolejną rundę, nieźle jej poszło.
Pierw 3 przerzut na 6 - Kath nie ma jak sie bronić.
Spoglądam na to zupełnie obojętnym wzrokiem, patrząc to na @Freya Tulle to na @Katherine Russeau. Pierwsze zaklęcie jest zupełnie nieudane, nawet nie trafiło do celu. Jednak Amerykanka wykazała się nieco bardziej, wycelowała różdżką i wiązka czarów trafiła jej przeciwniczkę. Podnoszę trzymaną różdżkę w górę, wykonuję odpowiedni ruch ręką i przygotowuję się do zdjęcia klątwy. - Finite - rzucam dobitnie, wyraźnie artykułując każdą głoskę. Zaklęcie udaje się bez żadnego problemu i uczennica Hogwartu pozbywa się swojego bólu głowy. - Jeden punkt dla Freyi, atakuje Katherine - mówię sympatycznym głosem, czekając na dalsze porachunki. Robię krok do tyłu, jak zwykle wychodząc z obszaru, w którym mogą dosięgnąć mnie zaklęcia, a rękę z różdżką opuszczam, chociaż przyglądam się pojedynkowi z uwagą i czekam na moment, w którym potrzebna będzie moja interwencja.
Katherine Russeau
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Przepraszam święta i te sprawy i nie było czasu, pisalam do Freyi bo się pogubiłam z tym pojedynkiem.
kostka: 2
Katherine poczuła nagle jak zaklęcie Freyi trafia w nią. Niestety w żaden sposób nie udało jej się przed tym zaklęciem obronić. Poczuła silny ból głowy i ogromną niemożność. Czuła, że za moment rozsadzi jej czaszkę. Nie mogła się doczekać kiedy tylko zaklęcie zostanie zdjęte. -Brawo- powiedziała z aprobatą w głosie by zaraz zareagować i odpłacić dziewczynie z Salem pięknym za nadobne. -Ipsum Exo- rzuciła zaklęcie w jej kierunku by wywołać u niej największy koszmar z możliwych jakie tylko mogą się u niej wydarzyć. Zaklęcie trafi jeśli Freyi nie uda się obronić.
Freya była na tyle zmęczona że czekała aż promień zaklęcia będzie na tyle blisko by machnąć różdżką zataczając okrąg. -Protego - Zaklęcie tarczy się jej oczywiście udało, jedno z najprostszych zaklęć obronnych, dziecko nawet to potrafi. Niestety, Freya chciała ją wykończyć lodowymi ptaszkami by ostudzić jej zapał a co wyszło? Katherin wykończyła sama siebie rzuconym zaklęciem. Gdy oczywiście w nią promień trafił, dziewczyna już czuła że może sobie dalszą rozgrywkę odczekać aż zostanie zdjęte jej zaklęcie. -I co kochana? Koszmary? Po tych słowach podeszła bliżej do nich wyczekując werdyktu Julius'a.
Zaraz po tym jak dostałam informację o pojedynku udałam się na trzecie piętro. Jeszcze nigdy nie brałam udziału w takim czymś, dlatego też byłam faktem zbliżającej się walki bardzo podekscytowana. Na miejsce dotarłam jako pierwsza, po rozejrzeniu się po sali oparłam się o ścianę. Zastanawiając się jak całe wydarzenie przebiegnie i kto będzie moim przeciwnikiem przeczesałam palcami włosy, po czym beztrosko zaczęłam gwizdać jedną ze swoich ulubionych piosenek. Ciekawiło mnie tylko czy mój starszy brat brał udział w pojedynkach, jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy aby o to zapytać.
Adam dowiedział się o pojedynku tego dnia. Nie był wcale przygotowany psychicznie. Nie wiedział jak mu pójdzie ani z kim będzie walczył. Chociaż nie wiedział czy można to nazwać tak, nikt tutaj na pewno nie ucierpi. Przebrał się szybko dość luźno, ale elegancko. Wszedł do sali i zobaczył Vulpes. Nie spodziewał się z nią walczyć. Miał tylko nadzieję, że nie ośmieszy się całkowicie przed nią. Każdy wiedział, że Adam nie jest w tych rzeczach zbyt dobry, ale uczył się. Miał odwagę przyjść i się uczyć, a nie chować się po kontach mając nadzieję, że nie przyjdzie nigdy taki czas że będzie musiał sięgnąć po różdżkę. Uśmiechnął się do dziewczyny podchodząc bliżej. - No hej piękna- szepnął do niej - gotowa?
Była całkiem podekscytowana swoją nową funkcją w klubie pojedynków. Ostatnio co prawda coś nie wyszło, ale tym razem mogło być inaczej! Wiedziała to już od chwili, kiedy weszła do sali, a tym były całe dwie osoby, zamiast jednej, jak to było poprzednio. Odchrząknęła, żeby chłopak przestał się zalecać do tej drugiej. Spojrzała nieco nieprzychylnie na puchonkę. Kolejna skośnooka. Czasem miała wrażenie, że jest gdzieś w Azji, a nie w Anglii. - Cześć. Zaczynamy! - oznajmiła do razu, nie pozwalając im na więcej miłostek. Czuła się ważna, hehs. W końcu zarządzała całym pojedynkiem! Rzuciła monetą czy czymś tam, była na pewno specjalnie stworzona na potrzeby klubu, a potem podniosła wzrok, nieco krzywo uśmiechając się do krukona. - Zaczynasz. Powodzenia. - Drugie słowo dodała w zasadzie dla formalności, a potem odsunęła się, żeby nie dostać zaklęciem i z różdżką w ręku czekała, aż Adam rzuci pierwsze zaklęcie.
Kiedy ktoś odchrząknął aż się wzdrygnął. Miał nadzieję, że jeszcze ma z kilka minut by oswoić się z myślą o pojedynku. Niestety, albo stety. W sumie chciał już to mieć za sobą. Kto by nie chciał. Spojrzał na sekundanta. Już wiedział o czym mogła myśleć. Posłał jej spojrzenie "przecież jeszcze nic nie zrobiłem" po czym trochę się odsunął od puchonki wyjmując różdżkę z kieszeni. Ach. Zaczynał. Dlaczego to go nie dziwi? Tylko on mógł mieć takie szczęście! Ale nie pokazywał ani odrobiny strachu w oczach ani w żadnym innym geście. Przecież to nic takiego. Odetchnął jeszcze głęboko po czym zaatakował. Petrificus Totalus- krzyknął wymachując różdżką
Ależ Daisy nic mu nie zarzucała. Tak tylko... no bo skośnooka? Tyle ładniejszych dziewczyn było. Taka ona, chociażby. Uśmiechnęła się prawie, że miło do Adama, chwilę przed tym nim rozpoczęła pojedynek. Zaklaskała, kiedy Vulpes padła spertyfikowna na ziemię. To znaczy wcale nie tak zupełnie padła, tylko raczej zaczęła spadać, bo Daisy zareagowała błyskawicznie i wykonała szybki ruch różdżką, dzięki czemu dziewczyna zamiast upaść boleśnie na twardą posadzkę, opadła delikatnie, niczym w wodzie. Ach, jaka była z niej dobra sekundantka! - Jeden punkt dla ciebie. - Spojrzała na Adama, wcale nie okazując, że jest pod wrażeniem tak szybkiego ataku, a potem przeniosła wzrok na puchonkę. - Twoja kolej, wykaż się. - Machnęła niedbale różdżką, co w sumie nie miało nic na celu. Niespecjalnie kryła się z tym, że kibicuje krukonowi.
Zaskoczona uniosłam brwi kiedy Adam podszedł do mnie bliżej by... Przywitać się w taki sposób. Normalnie zapewne odsunęłabym się, jednak teraz niemalże dosłownie wbiło mnie w ścianę. - Cześć - wymamrotałam, nie kryjąc swojego zdziwienia. Cóż, trochę niekomfortowo czułam się z tym, jak Krukon mnie nazwał. Piękna... Tylko jedna osoba miała przyzwolenie by tak mnie nazywać. Przybycie sekundantki nawet ją ucieszyło, swoim pojawieniem się przerwała te zaloty czy cokolwiek to było. Oddychając z ulgą zajęłam swoje miejsce i niebawem oberwałam od Adama Petrificus Totalus. No czińcza? Już się przygotowałam psychicznie na to że rąbnę wystającymi gnatami o posadzkę i obiję sobie ten kościsty tyłek, ale nie, dzięki reakcji Manese nawet całkiem spoko się lądowało. No i nie moje ciało nie było już takie sztywne jak chwilę temu. Wstałam więc i bez większego namysłu rzuciłam zaklęcie. - Poena inflicta - wycelowałam różdżką w Krukona. Z beznadziejnym skutkiem, bo jakże inaczej. Co do cholery?
Ej no. Adam wcale się nie zalecał do puchonki. Chciał być miły, odprężyć się. Być zestresowanym nie było takie dobre. Jednak była jego przeciwniczką. No a kiedy trafił nie krył radości na twarzy. Mało brakowało by nie wykonał tańca radości czy by nie przytulił z tego wszystkiego sekundanta, który nie powinien być po żadnej stronie, a jednak widział uśmiech. Nie zrobił tego, ponieważ musiał być skupiony. Nie chciał być porażką. No i dobrze, dobrze że był skupiony chociaż dziewczyna nawet nie trafiła w niego. No cóż.. ktoś tu chyba miał pecha. Teraz była jego kolej. Jeśli trafi to wygrał. Oby poszło mu dobrze. Acusdolor- rzucił zaklęcie, które trafiło w puchonkę. Niestety nie miała szans się obronić. Ponownie. A więc początkowa rozmowa pomogła mu? Mogli z niego się śmiać i być zły, ale go to nie obchodziło. Dla niego się liczyło, że udało się. Spojrzał na sekundanta z szerokim uśmiechem na twarzy.