Gra trwała zadziwiająco długo - Edgcumbe nie do końca mógł rozgryźć dlaczego, zwłaszcza, że Pingwiniary na początku meczu naprawdę dawały im do wiwatu i praktycznie okupowały przestrzeń powietrzną po ich stronie boiska. Nic dziwnego, że Lowell nie nadążał. Sam Thaddeus przełamał passę Strusi trafiając do pętli - a w ślad za nim poszedł Fitzgerald, z którym solidarnie zbił po powietrznej piątce. Czyżby złapali drugi oddech, czy to były już tylko ich ostatnie podrygi? Będą musieli się przekonać - acz póki kafel w grze, nie ma co dumać o ostatecznym wyniku. Dlatego też widząc okazję - Edgecumbe zgrabnie wytrącił kafla pingwiniej Sinclair, przechwytując go w swoje dłonie. Nie pognał jednak daleko, bo tym razem nie widział dla siebie podejścia pod pętle - przerzucił więc kafla dalej, do jednego ze swych strusich kumpli.
Widziadła:D - nie Ćwiczenie I K6:5 Ćwiczenie II Szybkość:15 Kula:E
Nie wiedział, po co tak właściwie szedł na trening z drużynową miotłą w dłoni. Może po to, żeby się poruszać i zwyczajnie zająć czymś myśli? A może po to, żeby powiedzieć, że wypisuje się z drużyny? Niby nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale prawdą było, że coraz mniej chciało mu się wkładać domowe barwy i latać za kaflem. Może chodziło o to, że jakkolwiek nie dawali z siebie wszystkiego i tak zawsze przegrywali, bo szukających mieli zwyczajnie marnych? A może po prostu nie pałał pasją do tego sportu, a jedynie traktował jak trening? Jakakolwiek była odpowiedź na wszystkie pytania, Jamie pojawił się ostatecznie na małym boisku, spoglądając po wszystkich uważnie. Nie grzeszyli frekwencją i zabójczą ilością graczy. - Akrobacje za galeony? - powiedział tonem, jakby zastanawiał się nad tym pomysłem, ale skoro już przyszedł, nie zamierzał rezygnować, choć nie sądził, żeby wygrana była jego. Mimo wszystko, nie był akrobatą i miał tego pełną świadomość, choć… może powinien nieco zmienić swoje spojrzenie? Ostatecznie zdołał stanąć na miotle i puścić się rękami, ale z ostrożności obniżył pułap, co z pewnością odebrało mu jakikolwiek cień spektakularności. W przeciwieństwie do Deara, który naprawdę miał więcej zmysłu równowagi, niż mogło się wydawać przy ostatnim spotkaniu. Za to lot z kulką na tarczy…. Nie, to zdecydowanie nie było coś dla niego. Jakimś cudem nie skończył ostatni, ale za to kula spadła z tarczy, pokazując, jak kiepsko szło mu balansowanie, czy chuj wie jak to nazwać. - Chwała, że kafla nie trzeba na takich tarczach trzymać - mruknął, kiedy zatrzymał się przy pozostałych. Patrząc na to, ilu ich było… Czy to był odpowiedni moment żeby powiedzieć, że chce się wypisać? A może jednak warto poczekać do końca roku?
______________________
Cleanse my soul free me of this anger that I hold and make me whole
Mina Hawthorne
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : rozsiane po ciele tatuaże, kolczyk w nosie, na środkowym palcu prawej ręki zawsze nosi pierścień Atlantów, który przykrywa krwawy znak, praktycznie zawsze towarzyszy jej blady pyton królewski imieniem Faust
Widziadła:B Scenariusz: - Ćwiczenie I K6: 2 Ćwiczenie II Szybkość:29 Kula: G
Nie chciała tego. W końcu nie interesowało jej w ogóle latanie na miotle, a jednak zgodziła się na to, aby przyjść na trening. Po zrobiła to dla swojego świętego spokoju, bo była pewna, że Lockie inaczej jej nie odpuści. Po drugie to jednak było jej go żal w momencie, gdy zaczął coś gadać na temat tego, że drużyna przeżywa kryzys, jest w rozsypce czy jeszcze coś innego. Prawdopodobnie gadał, co tylko mógł, aby wyciągnąć ją na błonie i się skubańcowi udało. Przywitała się niemrawo ze zgromadzonymi na boisku Ślizgonami po czym wysłuchała dokładnie instrukcji dotyczących ćwiczeń. Miała wrażenie, że kogoś tu ostro pojebało, bo nie było opcji, aby dała radę stanąć na miotle. Podjęła jednak próbę i... jakoś na niej stanęła, ale szybko musiała zejść i usiąść, bo zaczęło jej się kręcić w głowie i czuła jak traci równowagę. Nie zamierzała szczególnie ryzykować w czasie treningu dlatego nawet nie starała się szczególnie szybko dolecieć do mety. Zwłaszcza, że musiała też dbać o kulę, która spoczywała na tarczy. Czuła, że jeśli faktycznie za bardzo by przyspieszyła to straciłaby balans i sprawiła, że nie utrzymałaby piłki tam gdzie miała być.
Lockie I. Swansea
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192
C. szczególne : zawsze długi rękaw, nosi bransoletkę z ayahuascą, zapach cytrusowo-drzewny, piżmowy, ziemisty, jest *duży*, mówi z akcentem
Swansea wcale nie był pocieszony, że wszystkim idzie tak dobrze, bo jego portfel pod koniec treningu miał uszczuplić się o okrągłą sumkę, jednak czego się nie robi dla wyzwania. Inna psrawa, że powinien sie cieszyć, że członkowie drużyny nie są w aż tak katastrofalnej kondycji jak mogłoby się ywdawać, czego popis dawali podczas lotów i skakania po trzenku miotły. - Możesz robić akrobacje za darmop. - szturchnął @Jamie Norwood, dowcipkując, skoro ten nie chciał schylić sie po tak nisko leżące pioeniądze. Obnażył zęby w uśmiechu, na widok @Mina Hawthorne ciesząc się, że jego kurka jednak uległa jego smutnym błaganiom i zdecydowała się uświetnić trening swoją obecnością. Uśmiechał się do niej jak szczerbaty na suchary, przez cały czas trwania jej przelotru. - Dobra, wszyscy gibcy jak lunaballe, nie miałem żadnych wątpliwości. - przyznał - Myślę, że naszym głównym problemem jest nieumiejętność współpracy... - mruknął pod nose, ale zaraz zwrócił się do reszty - Następne ćwiczenie to sprinty. Będę też wam te kule rzucał teraz niezapowiedzianie, żeby sprawdzić wasz refleks. - powiedział, unosząc brwi.
Sprinty i refleks
Rzut k6 na szybkość startu i przyspieszenie: 1 - słaby start, to nie jest Twój dzień (-1 do kości litery) 2,3,4 - może nie wystartował*ś najlepiej, ale nadrabiasz 5 - dobry zryw, ciśniesz jak szalon* (+1 do kości litery) 6 - wyrywasz jak wariat, aż się trawa pali (tak naprawdę, to nie pali, ale masz przerzut kości litery z wyborem lepszego wyniku)
Rzut kością litery na tempo podczas lotu: A - 1 B - 2 itd. Im wyższa litera, tym szybszy sprint. Za każdy punkt +10
Rzut na refleks: Każdemu z was rzuciłam kością. Żeby złapać piłkę, którą podczas sprintu rzuca wam Lockie, musicie rzucić k6 i mieć wynik od o 1 mniejszego od tego co wyrzuciłam do o 1 większego. Czyli: jeśli wyrzuciłam 3 to sukces macie na 2,3,4. Za złapanie piłki dodaj +10 do ostatecznego wyniku.
<zgss>Sprint:</zgss> <zgss>Tempo:</zgss> <zgss>Refleks:</zgss> <zg>Ostateczny wynik:</zg> szybkość w ćwiczeniu 1 + punkty za tempo + złapanie
Trening zamknę 30.03 chyba, że wszyscy odpiszecie wcześniej.
Maximilian Felix Solberg
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
-Bardzo chętnie, ale raz mnie już za to nie dopuścili. Jeden z moich pierwszych meczy, a wtedy przejebali do zera. Nie żebym był w stanie im pomóc, ledwo stałem na nogach. - Powspominał chwilkę, na propozycję @Lockie I. Swansea . Tamtego dnia przesadził mocno i jeśli się nie mylił, był to pierwszy raz, gdy dostał szlaban za chlanie, czy tam bycie pod wpływem, w szkole. Nie żeby było to dziwne, miał trzynaście lat, ale wciąż był nieco zły, że nie wpuścili go wtedy na boisko. -Akurat kule to zawsze wylądują w mojej garści. Dawaj mi te jajca! - Wyruszył do sprintu, choć z małym opóźnieniem. Zapierdalał, jakby Piorun nie miał hamulców, więc nadrobił, ale to nie na tym się Max skupiał. Jeśli chodziło o prędkość, to ufał swojej miotle. Dużo mniej wiary pokładał za to we własnym refleksie. Jak jednak zapowiedział Lockiemu, tak się wydarzyło. Piłka gładko wylądowała w jego ręce, a Solberg ukończył sprint w mgnieniu oka. -Mówiłem? - Zapytał retorycznie, dumny ze swojego wyczynu.
______________________
I thought that I could walk away easily But here I am, falling down on my knees
Lockie I. Swansea
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192
C. szczególne : zawsze długi rękaw, nosi bransoletkę z ayahuascą, zapach cytrusowo-drzewny, piżmowy, ziemisty, jest *duży*, mówi z akcentem
Sprint:1 Tempo:B (-1 czyli A) Refleks:2 - nie łapie Ostateczny wynik: 34 + 10 = zawrotne 44
Parsknął, bo przecież słowa Maxa były jak proroctwo. Człowiek w łapaniu kul obeznany, rzeczywiście, nie dość, że zerwał się jak huragan to jeszcze sprintował jak pojebany. Próbował mu podkręcić kule, ale dłonie Solberga chyba kul spragnione, niczym magnes przykleiły się do piłki. Kiedy on sam wsiadł na miotłę, czuł, że no był chyba za trzeźwy, by konkurować. W jego głowie zrodziła sie myśl o tym, by spróbować jednak tego latania po alkoholu, może w przyszły weekend? Odbił się do ziemi, ale szkolna Zamiataczka nie wróżyła mu sukcesów, ledwie się oderwał tak właściwie, a potem, to już wyprzedzały go liście gonione wiatrem. Z wrażenia i przejęcia swoim ślimaczym tempem, kiedy rzucono mu jego piłkę, dostał nią w łeb i wcale jej nie złapał. - Musisz mnie nauczyć jak być magnesem na kule. - mruknął, lądując koło Maxa.- Chyba czas w końcu kupić porządną miotłę... - dodał już bardziej do siebie, patrząc z jakąś niechęcią na zamiataczkę.
Sprint:5 (+1 do litery) Tempo:I +1 = J czyli 10 Refleks:3 (+10) Ostateczny wynik: 15 +100+10 = 125
Co prawda nie powinno być mu do śmiechu, skoro nie szło mu najlepiej w pierwszej części, ale jakoś niespecjalnie tym się przejmował. Zaśmiał się, będąc trącony przez Lockiego, bo sama wizja robienia akrobacji była komiczna, nie ważne, że przed momentem wyszło mu to idealnie, gdyby nie obniżony niepotrzebnie pułap. Jednak to nie był koniec treningu i należało skupić się na kolejnej jego części, która wydawała się równie ciekawa. Start miał całkiem dobry, przyspieszył na tyle, na ile pozwalała drużynowa miotła, o którą zdecydowanie ktoś odpowiednio dbał. Nie Norwood, który mimo wszystko coraz bardziej oddalał się od Quidditcha, zwyczajnie odpuszczając. Choć może nie powinien, skoro tak niewielu mieli graczy na rezerwie, że gdyby odszedł, mogłoby kogoś brakować. Nie był to jednak czas na podobne myśli! Skupił się na locie, przyspieszając na ile miotła pozwalała, a kiedy Lockie rzucił piłki, sprawnie je złapał, po czym wylądował z zadowoleniem na trawie. Nie był szybszy od Solberga, ale nie był też za wolny, a to było wystarczające, aby nie był zirytowany tym, jak mu szło.
______________________
Cleanse my soul free me of this anger that I hold and make me whole
Mina Hawthorne
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : rozsiane po ciele tatuaże, kolczyk w nosie, na środkowym palcu prawej ręki zawsze nosi pierścień Atlantów, który przykrywa krwawy znak, praktycznie zawsze towarzyszy jej blady pyton królewski imieniem Faust
Nie sądziła, aby jakoś szczególnie nadawała się do tego, aby startować w sprincie, ale na pewno lepsze było to od stawania na miotle. W tym mogła sobie jeszcze jakoś poradzić. Może i nie umiała wychodzić z bloku startowego jak profesjonalista, ale na pewno nie było źle. Nic nie wskazywało na to, żeby miała się połamać. Prędkość uzyskała taką sobie, ale raczej znajdowała się ona bardziej na tym powolnym spektrum. Dla Hawthorne jednak nie miało to większego znaczenia. Bardziej liczył się dla niej fakt, że była w stanie złapać rzuconą do niej piłkę i wykazać się niespodziewanym jak na nią refleksem. Modliła się tylko, aby w związku z tym Lockie nie postanowił wyrwać jej do drużyny.
Lockie I. Swansea
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192
C. szczególne : zawsze długi rękaw, nosi bransoletkę z ayahuascą, zapach cytrusowo-drzewny, piżmowy, ziemisty, jest *duży*, mówi z akcentem
Z pewnym niepocieszeniem malującym się na twarzy dotarło do niego, że ze wszystkich zebranych poszło mu najtragiczniej. Nie miał żadnej wymówki, ostatnio nawet fizycznie czuł się lepiej niż zazwyczaj, więc to nie kwestia żadnej niewydolności. Był po prostu słaby w sprinty i refleks. Obserwując jak nawet Minka, która nie była w drużynie, pomyka na miotle szybciej od niego, westchnął ciężko. Jedyne co miał na swoje pocieszenie to myśl, że jego pozycja wymagała tylko siły do napierdalania pałą, a nie bycia zwrotnym. Choć zwrotność jeszcze nikomu w quidditchu nie zaszkodziła... - Jak sie słowo rzekło. - wyciągnął z kieszeni 40g, które zgodnie z zapowiedzią z początku treningu wręczył osobie o najlepszym wyniku, dodając cicho - Jak będziesz szedł to przepić to chociaż zaproś... -burknął, chyba trochę urażony, że Max w takim szampańskim nastroju przyszedł na trening i nawet nie omieszkał zaprosić go na ten bifor-party. - Dzięki i powodzenia na meczu. Mina, ja bym chciał Cie w drużynie, gdybym był kapitanem. - położył dłoń na piersi, choć obawiał się, że nawet Baxton nie byłby w stanie namówić Hawthorne na uganianie sie za kaflem. Zaraz potem wszyscy zebrali się do zamku.
Koniec treningu - wszyscy zt
Jenna Hastings
Rok Nauki : III
Wiek : 14
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 155
C. szczególne : Piegi; jasne, przenikliwe oczy; spojrzenie zbyt poważne jak na jej wiek.
Na tym etapie treningi quidditcha nie miały na celu wprowadzania żadnych rewolucyjnych zmian. Miały utrzymać kondycję zawodników, dla których najbliższy mecz był decydujący. Jennie bardzo zależało na tym, żeby pomóc Sasi jak tylko mogła, więc w niedzielny, majowy poranek dała znać wszystkim, że przygotowuje luźny trening dla każdego, kto chciał po prostu przećwiczyć swoje umiejętności. Zarezerwowała boisko, a następnie z pomocą chętnych rozstawiła stanowiska do treningów poszczególnych pozycji. Każdy mógł zająć się tym, co chciał robić i nie wchodzić w paradę drugiemu. To nie był trening umiejętności drużynowych, a szlifowanie i podwyższanie indywidualnych zdolności. Miała znicz, tłuczek, wyrzutnię kafla, pętle. Każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie, oczywiście jeśli zdecyduje się pojawić na tak spontanicznym treningu. Na szczęście na kuzyna mogła liczyć, dlatego nawet jeśli przyjść miałby tylko on, i tak byłoby warto. Tym bardziej, że od przekonania go do zasilenia szeregów drużyny dzielił ją tylko krok.
Mechanika
Zapraszam na luźny trening majowy, trochę na ostatnią chwilę, ale może ktoś się skusi! Czasu jest mało, dlatego wrzucam całą mechanikę naraz. Żeby zaliczyć trening należy napisać minimum dwa posty, w których osobno rozgrywane będą poszczególne etapy. Serdecznie zapraszam wszystkich krukonow, szczególnie tych z drużyny! Możecie ćwiczyć całkiem indywidualnie, albo dobierać się między sobą.
Etap 1 - rozgrzewka: Rzuć k100: 1-33 - coś ci nie idzie. Nie możesz się skupić, ćwiczysz na pół gwizdka i słabo rozgrzewasz mięśnie. Najwyraźniej jesteś umysłem w innym miejscu. Na przykład w łóżku - może poranne ćwiczenia ci nie służą? W następnym etapie odejmij jedno oczko od ostatecznego wyniku. 34-66 - ptaszki ćwierkają, wiaterek szumi, wszystko jest piękne i słońce nie zaczęło jeszcze ostrzej przygrzewać. Rozpraszasz się, zasłuchujesz w odgłosach przyrody, ale ostatecznie wiesz po co tu jesteś i skupiasz się na ćwiczeniach. 67-100 świat jest wspaniały, ale ty skupiasz się tylko na meczu. To już niedługo i zamierzasz dać z siebie wszystko. Ćwiczysz z najwyższą uważnością, słuchasz swojego ciała i wiesz które partie są już dobrze rozgrzane, a którym potrzeba trochę więcej czasu. W następnym etapie dodaj jedno oczko do ostatecznego wyniku.
Etap 2 - trening właściwy. Wybierz pozycję, na której chcesz ćwiczyć i rzuć k6: 2 i mniej - wieczne rozproszenie, brak koncentracji. Przepuszczasz piłki, gubisz znicza, tłuczek przywalił w ciebie zamiast w pałkę. Może to znak żebyś się bardziej przyłożył przed meczem? Albo odpoczął. W końcu zaraz egzaminy, którymi na pewno przejmujesz się jeszcze mocniej niż quidditchem. 3-5 - trening robi to, co ma robić. Doskonalisz swoje umiejętności - zwinność przy łapaniu znicza, siłę przy odbijaniu tłuczka, celność przy rzutach do pętli albo skuteczność ich obrony. To był owocnie spędzony czas, z pewnością na meczu pójdzie ci doskonale. 6 i więcej - fizyczna sprawność przekłada się na jasność umysłu, a u ciebie jedno i drugie działa na najwyższych obrotach. Twoje umiejętności są na wybitnym poziomie i wiele wskazuje na to, że będziesz MVP na najbliższym meczu!
Kod:
<zgss>Widziadła:</zgss> <zgss>k100 na rozgrzewkę:</zgss> <zgss>k6 na trening:</zgss>
Widziadła:nie k100 na rozgrzewkę:35 k6 na trening:6
Na boisko przyszedł razem z Jenną, żeby pomóc jej z rozstawianiem sprzętu. Cały czas uśmiechał się, jakby coś knuł. niekoniecznie knuł, po prostu ukrywanie czegokolwiek przed Jenn była dla niego rodzajem wykroczenia, nawet jeśli to była miła dla niej niespodzianka. - Jenn, myślisz, że nadaję się na ścigającego? Na tym treningu, który ty prowadziłaś, spodobało mi się rzucanie kaflem i chciałbym spróbować sił w prawdziwym meczu, co myślisz? - Zaczał temat uważnie obserwując jej reakcję, tak uważnie, że niemal mogła poczuć jego wzrok na sobie. A potem wziął się za rozgrzewkę, która początkowo szła mu niezbyt dobrze, bo był rozkojarzony, ale złapał właściwy rytm i potem było już dobrze. Rozgrzał mięśnie i ścięgna, porozciągał się. Pod koniec był spocony, ale zadowolony, czuł się gotowy do prawdziwego treningu. - Chciałbym poćwiczyć podania, porzucasz do mnie kaflami?
Jenna oniemiała z radości, kiedy usłyszała pytanie Christiana. Chciał zostać ścigającym?! I to przez JEJ trening?! Zatkało ją, zapowietrzyła się, znieruchomiała, a potem wybuchła. - O RANY CHRIS NAPRAWDĘ?! - krzyknęła i rzuciła mu się na szyję podskakując jak sześciolatka, piszcząc z radości zupełnie jak nie ona. Dopiero po chwili się odsunęła, dając mu trochę przestrzeni, a potem uśmiechając się szeroko pokiwała głową. - No pewnie, że się nadajesz! A poza tym chyba jest wolne miejsce dla ścigającego w drużynie. Porozmawiam z Sasią, ale jestem PEWNA, że się zgodzi! Zabrała się razem z Christianem za trening, ale nie mogła opanować radości, więc szło jej tak średnio. Niby okej, ale wszystko ją rozpraszało, a już najbardziej myśl, że to dzięki niej kuzyn się zdecydował. - No pewnie! Trochę potrenuję pozycję ścigającego. Wiesz, wcześniej byłam na obronie, potem zostałam pałkarką, chętnie poćwiczę rzucanie kaflem. Chciałabym spróbować wszystkich pozycji, zanim zdecyduję się na specjalizowanie w jednym. Chwyciła miotłę ze szkolnego wyposażenia, a potem wyciągnęła kafla i pofrunęła w górę. - Zrobimy trzy okrążenia wokół boiska podając sobie kafla, a jak będziemy przy pętlach, to będziesz rzucał, ja będę zbierać piłkę i podawać dalej. Zgoda?
Miał nadzieję, że Jenn się ucieszy, ale tego poziomu entuzjazmu zupełnie się po niej nie spodziewał. Na początku, kiedy rzuciła mu się na szyję, zamarł, nie wiedząc jak zareagować, ale szybko się rozluźnił, bo przecież o to mu chodziło, żeby sprawić jej przyjemność niespodzianką. Gdy się cofnęła mogła zobaczyć szeroki, łobuzerski wyszczerz, także nie pasujący do zazwyczaj poważnego i opanowanego Krukona. - Byłoby super, może zagrałbym w następnym meczu. Chociaż trochę się boję, że nie zdążę się przygotować, ale w końcu po to tu jestem. Rozgrzewka Jenn też poszła tak sobie, ale przecież jej jakość nie była najważniejsza. Wsiadł na szkolną miotłę gotowy dać z siebie wszystko, żeby Jenn nie była rozczarowana namawianiem go na drużynę. - Brzmi idealnie, tylko mi nie ułatwiaj za bardzo. - Mrugnął do niej z bardziej typowym dla siebie oszczędnym uśmiechem. Latał najlepiej jak umiał, a efekty utwierdziły go w przekonaniu, że decyzja była dobra. Łapał wszystkie podania kuzynki i każdy rzut trafiał w obręcz. A to była przecież stara szkolna miotła, krukoni mieli Nimbusy, co było jednym z argumentów za wstąpieniem do drużyny, bo chciał polatać na prawdziwej, sportowej miotle. Kiedy zwijali sprzęt po treningu, miał minę bardzo zadowolonego z siebie. - Mam nadzieje, że podczas meczu też mi tak dobrze pójdzie. Dzięki, trenerko, jesteś super.
Joshua Walsh
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : runa algiz za lewym uchem, obrączka z bladoróżowej muszli, bransoletki na lewym nadgarstku
Ponownie egzamin odbywa się na małym boisku, nad którym widać unoszące się manekiny, świetliste obręcze, a na środku widać skrzynię z piłkami. Joshua Walsh stoi przy wejściu na boisko, czekając na wszystkich podchodzących do egzaminu, witając się z każdym ciepłym, pokrzepiającym uśmiechem.
Teoria - część ustna
Teoria polega na wylosowaniu zestawu pytań oraz udzieleniu odpowiedzi. Joshua stoi przy wejściu na małeboisko wraz z materiałowym woreczkiem w dłoni, w którym znajdują się karteczki z pytaniami. Każdy podchodzi pojedynczo, losuje kartkę i udziela odpowiedzi ustnie, następnie przechodzi dalej, gdzie czeka przygotowane zadanie z części praktycznej.
Pytania:
1. wymień pięć drużyn quidditcha, które zostały założone jako pierwsze 2. kto wynalazł sportową miotłę i jak nazywał się jej pierwszy model 3. wymień pięć fauli i opisz je krótko 4. porównaj Zmiatacza do Nimbusa i wskaż co wpływa na jakość lotu 5. opisz krótko wprowadzenie i ewolucję złotego znicza 6. wymień trzy kombinacje taktyczne i krótko je opisz
Mechanicznie: Nie musicie podawać w poście dokładnych odpowiedzi. Nie przysługuje przerzut pytania. W tej części nie przysługują modyfikatory. Możecie rzucić sobie na wynik odpowiedzi kością sześcienną, gdzie im wyższy wynik, tym lepiej, a 1 oznacza konieczność powtórki. Możecie również przyjąć wyniki zgodne z punktacją kuferkową: powyżej 50pkt z GM – 6pkt 30-49 pkt z GM – 5pkt 20-39 pkt z GM – 4pkt 10 – 19 pkt z GM – 3pkt 5-9 pkt z GM – 2pkt 0-4 pkt z GM – 1pkt
Praktyka
Część praktyczna egzaminu jest dość obszerna i jeśli po teoretycznej myśleliście, że będzie łatwo, zdecydowanie się myliliście. Widzicie przed sobą tor przeszkód, który jednak składa się ze wszystkich elementów quidditcha, począwszy od przygotowania miotły. Waszym zadaniem jest zdobyć jak najwięcej punktów za poszczególne etapy egzaminu, które w połączeniu z punktami za część teoretyczną dadzą wam odpowiednią ocenę.
Przygotowanie miotły Na rozłożonej macie leży zestaw do konserwacji mioteł wraz z kilkoma szkolnymi miotłami. Twoim zadaniem jest odpowiednio przygotować miotłę do lotu, aby nie tracić na prędkości, ani nie skończyć z drzazgami w dłoniach. Jednak jest to egzamin i nie masz na to połowy dnia, więc musisz się spieszyć. Czy jesteś w stanie pod wpływem stresu zrobić wszystko dobrze?
Mechanika:
Rzuć kością sześcienną gdzie 6 oznacza, że idzie ci idealnie i w mgnieniu oka radzisz sobie z przygotowaniem miotły, nie zapominając o żadnym elemencie, zaś 1 oznacza, że wyraźnie nie wiesz, jak dbać o miotły i gdy w końcu kończysz, profesor prosi, żebyś skorzystał z innej miotły, gdyż ta nadaje się do ponownej konserwacji. Wylosowany wynik jest również punktacją potrzebną do oceny.
Pałki w dłoń Wsiadasz na miotłę, bierzesz naszykowaną pałkę i lecisz przed siebie poprzez świetliste obręcze, które wyznaczają ci trasę. Zaraz też atakuje cię sześć tłuczków i twoim zdaniem zdecydowanie jest obronić samego siebie, ale gdyby tylko o to chodziło, egzamin byłby za prosty. Konieczne jest odbicie tłuczków tak, żeby trafiły w lewitujące tarcze, imitujące przeciwników.
Mechanika:
Rzuć 12x kością sześcienną każda para to idealnie odbity tłuczek, który trafił w tarczę. Ilość par jest punktacją potrzebną do oceny. Przysługujące modyfikatory: - za bycie pałkarzem – 1 para gwarantowana (nawet jeśli jej nie ma) - za specjalizację kuferkową pałkarza – 1 para gwarantowana (nawet jeśli jej nie ma)
Złap i rzuć Kiedy dolatujesz do końca świetlistych obręczy, widzisz, że docierasz pod same pętle, które broni lewitujący manekin. Oczywiście, że musisz trafić do pętli, jednak czym? Szybko dostrzegasz drugiego manekina, który wykonuje nagle jedną z kombinacji i rzuca w twoim kierunku kaflem. Musisz złapać piłkę i rzucić do obręczy tak, żeby zdobyć punkty. Jesteś w stanie zrobić to z kombinacją? Jednak nie wystarczy raz i kiedy wyrzucasz pierwszego kafla, widzisz, że manekin znów rzuca w twoją stronę piłę i tak łącznie trzy razy.
Mechanika:
Rzuć 6x kością sześcienną każda parzysta oznacza dobrze złapany/rzucony kafel. Ilość parzystych jest punktacją potrzebną do oceny. Przysługujące modyfikatory: - za bycie ścigającym - 1 parzysta gwarantowana - za bycie obrońcą - 1 parzysta gwarantowana - za specjalizację kuferkową obrońca/ścigający - 1 parzysta gwarantowana
Kto pierwszy po złoto Słynne czekoladowe znicze i tym razem pojawiają się na egzaminie, a Walsh każdego wcześniej informuje, że kto złapie, może go zjeść. Twoim zadaniem jest oczywiście złapać znicz szybciej, niż zrobi to twój przeciwnik – gustowny manekin w barwach Katapult. Musisz być szybszy i dokładniejszy, czy jesteś w stanie pikując w dół złapać złotą piłkę, zanim uderzysz o ziemię?
Mechanika:
Rzuć kością sześcienną gdzie 6 oznacza, że jesteś pierwszy i łapiesz czekoladowego znicza, którego możesz tryumfalnie zjeść, a 1 znaczy, że w końcu Joshua daje ci znać, żebyś lądował, bo niestety nie ma tyle czasu na egzamin, abyś dalej próbował złapać znicz. Wylosowany wynik jest również punktacją potrzebną do oceny. Przysługujące modyfikatory: - za bycie szukającym - 1 oczko w górę - za specjalizację kuferkową szukający - 1 oczko w górę
Modyfikatory
1. Jeśli jesteś nową postacią (max 3 miesiące istnienia co do dnia) +5 pkt 2. Jeśli GM jest Twoją najwyżej punktowaną dziedziną +5 pkt 3. Jeśli jesteś członkiem drużyny (uwzględniony w spisie, zgłoszenia także biorę pod uwagę, jeśli były przed pojawieniem się egzaminu) +5 pkt 4. Jeśli posiadasz cechę gibki jak lunaballa, silny jak buchorożec - możesz jeden raz przerzucić dowolną kość i wybrać lepszy wynik. 5. Jeśli posiadasz wadę połamany gumochłon, słaba psycha - masz - 5 pkt do końcowego wyniku 6. Za możliwość wykonania zadania z kombinacją (wymagane do tego 35pkt w kuferku) przysługuje ci jeden przerzut w zadaniu (tak, w każdym) i możesz wybrać lepszy wynik.
<zgss>Kuferek</zgss> podaj ilośc punktów z GM <zgss>Wynik części teoretycznej</zgss> <zgss>Wynik części praktycznej</zgss> zsumuj punkty z każdego elementu części praktycznej np. 6+6+6+6 <zgss>Łączny wynik i ocena</zgss> podaj łączny wynik i ocenę
______________________
Peace in your gardens and light from your eyes
No one can hold me the way you do
Maximilian Felix Solberg
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Kuferek 95pkt. Wynik części teoretycznej 6pkt. (kuferek) Wynik części praktycznej Przygotowanie: 1 -> przerzut za możliwość kombinacji: 3 Pałowanie: 4 pary + 1 za bycie pałkarzem w drużynie = 5 par Łapanie i rzucanie: 2 parzyste -> przerzut jednej trójeczki: 6 = 3 parzyste Znicz: 6 Łączny wynik i ocena 6+3+5+3+6 +5(członek drużyny) = 28 (Wybitny)
Ostatni dzień egzaminów był najlepszy i najgorszy zarazem. Max cieszył się z widma końca i do tego czekały go naprawdę przyjemne egzaminy, ale z drugiej strony był już nieco zmęczony, nie mówiąc o tym, że eliksirowa migrena nie odpuściła mu całkowicie od wczoraj. Liczył na to, że chłodne powietrze i miotlarski wiatr we włosach nieco poprawią jednak jego samopoczucie. Przywitał się radośnie z Joshem, patrząc na przygotowany tor przeszkód. Musiał przyznać, że nie mógł się doczekać, aż w końcu wzleci na swoim Piorunie i powyżywa się na manekinach, ale jak zwykle, najpierw czekały go pytania teoretyczne. Wsadził więc łapę do woreczka i zaczął losować. Tekst, który zobaczył na karteczkach nie popsuł mu nastroju. Znał odpowiedzi i bez zająknięcia podawał je swojemu ulubionemu trenerowi, choć ucisk na skronie czasem sprawiał, że chłopak potrzebował chwili, by poskładać słowa w sensowną całość. Ostatecznie jednak zdobył komplet punktów, w miarę sensownie przygotował miotłę do lotu i mógł ruszyć pod niebo, zaczynając od tego, co Solberg kochał najbardziej, czyli pałkarskiego wpierdolu. Nie dziwiło więc nikogo, że poradził sobie praktycznie bezbłędnie. Nie trafił tylko w jeden cel, ale za to poczuł się lepiej, od wysiłku i chłodnego powietrza, więc nie miał sobie nic do zarzucenia. Następnie przyszedł czas na kafel. Nigdy specjalnie nie lubił się z tą piłką. Jako obrońca radził sobie dobrze, ale ścigający był z niego naprawdę marny. Obrócił się więc w stronę manekina, który miał mu podać kafel i starał się jak mógł złapać piłkę i wrzucić ją do pętli, żałując, że nie może stać po tamtej stronie. Wyszło mu to połowicznie i to dosłownie, co i tak uważał za sukces. Do ostatniego etapu był jednak nastawiony najmniej pozytywnie. Wiedział, że jego wymiary nie sprzyjają łapaniu znicza ani trochę. Postarał się więc skupić i wyciągnąć ze swojej miotły jak najwięcej tylko się dało. Wysiłek ten się opłacił, bo nim Max zdążył zauważyć, już miał w ręce czekoladowego znicza, którego wpychał sobie do mordy. Podziękował Joshowi, zapowiadając, że niedługo zapewne znów się zobaczą, po czym pomaszerował zadowolony w stronę Wielkiej Sali, by przygotować się na egzamin ze swoich ukochanych eliksirów.
Kuferek 31 Wynik części teoretycznej 4 pkt za kuferek Wynik części praktycznej przygotowanie miotły: 6 pałki w dłoń: 5 par + 1 za bycie pałą w druiżynie = 6 par złap i rzuć: 4 kto pierwszy po złoto: 1 Łączny wynik i ocena 4+6+6+4+1=21 Powyżej oczekiwań
Podchodził do egzaminu z miotłowania z duszą na ramieniu. Miał pewne obawy, że z jego ostatnio nieszczególnie pozytywnym zdrowiem może przypłacić to życiem. Z ulgą zauważył, że to Walsh organizuje egzamin, a nie ten psychopata Avgust, toteż stres trochę zelżał. Wylosował pytanie dotyczące taktycznych kombinacji i aż westchnął, bo to coś, co czego zawsze zmierzał, a jednak czego nie udało mu się nigdy szczególnie opanować. Był w stanie opowiedzieć wcale nie najmniej o tym jak wyglądają i chyba wystarczyło, bo nauczyciel dopuścił go do dalszej części egzaminu. Z zadowoleniem zobaczył, że część praktyczna zaczyna się od przygotowania miotły. Z zawodu jako zegarmistrz wiele uwagi i rozsądku wkładał w konserwację różnych rzeczy, więc dbanie o miotłę było niejako jego hobby. Przyjdzie taki dzień, w którym zdobędzie swoją własną i będzie to najlepiej wypolerowana miotła w Anglii. Na stówę. Tak zakonserwował szkolną zamiataczkę, że wyglądała niemal jak nówka funkier nieśmigana. Naprostował jej nawet witki! Następny etap pozwalał wyłączyć myślenie. Cały stres związany z egzaminem i tym, że się spierdoli z miotły jak go zaboli śledziona i skręci kark minął, kiedy tylko złapał pałkę w dłoń. Wymachiwał pałą tak, że wyglądało to dość bezmyślnie, co w rzeczywistości było jego osobistą taktyką machania pałą, tak, by nikt nie mógł przewidzieć zamiarów. Jak na urodzonego pałogrzmota przystało, udało mu się trafić we wszystkie cele, co napełniło jego duszę nadzieją, że może wcale nie najgorzej zda ten egzamin. Wszystko się jednak mogło jeszcze zmienić. Doleciawszy do ostatnich pętli, pierwszy rzucony kafel całkowicie go zaskoczył. Ścigający musieli być zwinni i zwrotni, a on poruszał się jak krowa w bagnie. Jedno, czym mógł podciągnąć swój wynik, to siła, z jaką rzucał kaflami do celu. Bezprecedensowa. Kiedy w powietrzu pojawiły się złote błyski, po części zaczął myśleć, że już mu wysiadły oczy i ma omamy wzrokowe. Dowiedział się, że ma złapać znicza, ale jak by nie próbował i czego by nie robił, błysk ciągle uciekał mu z zasięgu łap z takim uporem, że Walsh musiał mu już powiedzieć, żeby odpuścił, bo żal miotłę ściska. Ostatecznie nie było jednak najgorzej. Wylądował, nie łamiąc nóg i opuścił małeboisko.
Kuferek86 Wynik części teoretycznej 6pkt (za kuferek) Wynik części praktycznej po dokonaniu przerzutów: 5 + 5 + 3 + 3 + 1 oczko w górę za bycie szukającym = 17 Łączny wynik i ocena 6 + 17 + 5 (bycie członkiem drużyny) = 28 (Wybitny)
To były już jej ostatnie egzaminy i trzeba przyznać, że nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, aż do chwili, w której skierowała się na małeboisko. Dopiero kiedy się tam znalazła, uświadomiła sobie, że już za chwilę będzie składała dyplom, że za moment będzie mogła oficjalnie przyznać, że była absolwentem Hogwartu, że wszystko było za nią. Czekała na ten moment, a kiedy już nadszedł, okazało się, że jest o wiele dziwniejszy, niż sobie wyobrażała. Nie zamierzała jednak narzekać, a spokojnie podeszła do profesora, by wylosować swoje pytanie i bez zająknięcia udzielić mu odpowiedzi. To była właściwie jej ostatnia przygoda z grami miotlarskimi, ale na razie nie chciała tego mówić, uważając, że na podobne rozmowy przyjdzie jeszcze czas. Teraz zamierzała pracować na rzecz transportu, a nie sportu, jaki, musiała to przyznać, zdążył ją przez te wszystkie lata znudzić. Rozejrzała się, kiedy już mogła wejść na boisko, kiwając do siebie głową, gdy zdała sobie sprawę z tego, że ma przed sobą prawdziwy tor przeszkód. Nie zdziwiła się tym, że ma przygotować miotłę i zrobiła to starannie, chociaż uważała, że mogło pójść jej zdecydowanie lepiej. Brakło ostatnich pociągnięć, jakie w pełni by ją zadowoliły, a to oznaczało, że nie była w pełni zadowolona. Później uznała, że z kolejnym zadaniem poszło jej o wiele lepiej, bo chociaż nie była pałkarzem, nie odbiła tak naprawdę tylko jednego tłuczka, czy może, odbiła go, ale nie trafiła w tarczę, jaka imitowała jej przeciwnika. Pozostałe pięć ciosów było naprawdę trafnych. Minęła więc spokojnie obręcze, by zdać sobie sprawę z tego, że ma przed sobą obrońcę w postaci lewitującego manekina. Sapnęła, a wtedy dostrzegła drugi manekin, który wykonał kombinację, a w jej stronę poszybował kafel. To zaś oznaczało tylko jedno. Musiała kaflem trafić w obręcz i okazało się, że musi powtórzyć to jeszcze parę razy, a jej nie szło z tym aż tak dobrze, jakby chciała. Nie poszło jej również aż tak rewelacyjnie z łapaniem czekoladowego znicza, ale może wynikało to ze zmęczenia, jakie czuła po tej całej rewelacji, a może, cóż, może nie miała już do tego aż tak wielkiego serca. W każdym razie egzamin zdała, wybitnie, jak się okazało, a to oznaczało, że zostało jej już tylko trzy razy wykazać się swoją wiedzą.
z.t
______________________
they can see the flame that's in her eyes
Nobody knows that she's a lonely girl
Ricky McGill
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 188
C. szczególne : irlandzki akcent | zapach błękitnych gryfów
Kuferek 18 Wynik części teoretycznej 5 (wszystkie kostki tu) Wynik części praktycznej 4+4+2(+1 za bycie ścigającym)+6=17 Łączny wynik i ocena. 5+17+5 (członek drużyny)=27 - Wybitny
Egzamin z latania traktowałby jak przyjemność, gdyby nie fakt że już na sam początek musiał odpowiadać ustnie przed profesorem Walshem i przeżył wtedy istny dramat. Mimo wewnętrznych katuszy, mamrotania odpowiedzi pod nosem z wzrokiem wbitym w murawę i nerwowego skubania skórek przy paznokciach, wiedział prawie wszystko o co pytał go nauczyciel i ostatecznie poszło mu chyba całkiem nieźle. Całe szczęście że Walsh oceniał wiedzę a nie otwartość i swobodę odpowiadającego, bo gdyby było na odwrót, dostałby (niezręcznego) trolla. Cały spocony z nerwów po tej sympatycznej pogawędce przeszedł do części praktycznej: przygotowanie miotły załatwił całkiem przyzwoicie, chociaż mogłoby być lepiej, a gdy wzniósł się w przestworza było już tylko lepiej. Lata spędzone w drużynie i chodzenie od czasu do czasu na treningi zrobiły swoje i nie miał żadnych trudności w wykonaniu wszystkich zadań. Najpierw stoczył bój z tłuczkami, a chociaż z pozycją pałkarza niespecjalnie było mu po drodze, to odbił cztery tłuczki prosto w tarcze imitujące przeciwników i przy tym obronił samego siebie przed ich ciosami. Kiedy skończył, na horyzoncie pojawiła się obręcz z broniącym jej manekinem, a po chwili w dłoniach Ryszarda wylądował kafel. Nie zastanawiał się długo, tylko natarł na bramkę i tak trzy razy - może bez spektakularnych kombinacji, bo te były zdecydowanie poza jego zakresem umiejętności, ale za każdym zdobywając eleganckiego gola. Na koniec czekał go jeszcze pościg za zniczem i rywalizacja z panem manekinem. Ruszył w pogoń, zmotywowany nie tylko wizją zjedzenia czekoladowej piłeczki ale i tym jak dobrze dotychczas mu szło; nie zależało mu na nie wiadomo jakiej ocenie, ale uznał że szkoda byłoby teraz spartaczyć taki dobry występ. I udało się - nie minęło dużo czasu, a Ryszard śmignął tuż obok przeciwnika, łapiąc znicza sprzed jego nosa i tym samym wygrywając to starcie. W efekcie dostał za to wszystko w y b i t n y, pierwszy (i najprawdopodobniej ostatni) w jego szkolnej karierze. Całkiem miłe zaskoczenie.
Kuferek niby 28, ale przez event 50% mniej, więc ostatecznie 14 Wynik części teoretycznej 3 (za punkty kuferkowe) Wynik części praktycznejrzuty + przerzut przygotowania miotły za cechę gibki jak lunaballa 5 (przygotowanie miotły) + 5 (tłuczki) + 4 (rzuty) + 5 (znicz) + 5 (bycie w drużynie) Łączny wynik i ocena 27 (W)
Egzaminu z miotlarstwa bała się chyba najmniej, mimo że od czasu wyprawy jej kondycja fizyczna zdawała się być w pewien sposób nadwyrężona. Nie umiała wyjaśnić dlaczego, ale nie czuła się tak samo silna i gibka jak zazwyczaj, gdy dosiadała miotły (ale też dosiadała jej teraz wyjątkowo rzadko, bo jednak większość czasu zakuwała nad podręcznikami, czy też raczej modliła się do Merlina i Morgany, by jakimś cudem przeprowadzili ją przez tę sesję egzaminacyjną bez większego szwanku na zdrowiu psychicznym). Stawiła się jednak na małym boisku z zamiarem zdobycia wybitnego, bo co jak co, ale z przedmiotu, z którego pobierała stypendium za osiągnięcia, powinna się wykazać (bo jeszcze będą gotowi jej je cofnąć). W kwestiach teoretycznych odpowiedziała tak fifty-fifty, trochę rozpraszając się dochodzącymi z boiska dźwiękami, ale nie było najgorzej. Ostatecznie zasady przecież znała, poległa głównie na technikaliach, w przypadku których miała jeszcze miejsce na poprawki i doszkolenie. Wszak w drużynie grała faktycznie dopiero od roku! W części praktycznej przygotowała swoją miotłę bez większych problemów, o dziwo bardzo ładnie obroniła się przed tłuczkami (co zawdzięczała lekcjom z pewnym silnym jak byk pałkarzem). Z łapaniem i rzucaniem kafla też sobie jako tako poradziła, pudłując wyłącznie z dwiema piłkami. Na koniec popisała się swoją zwinnością i szybkością, bardzo dobrze radząc sobie ze złapaniem znicza. Wylądowała na murawie boiska zdyszana, czerwona i z włosami polepionymi do czoła (bo jeszcze pogoda im dopisała, toteż zgrzała się strasznie w swoich miotlarskich szatach), ale za to zadowolona, że przynajmniej w sporcie coś jej wychodziło.
Kuferek 7 Wynik części teoretycznej2 (za kuferek) Wynik części praktycznej4+5+6 (5 parzystych z kości i jedna gwarantowana za pozycję)+3= 18 Łączny wynik i ocena 2+18+5 (za drużynę)=25, Powyżej oczekiwań
Wydawać by się mogło, że rok latania na miotłach i gry w drużynie pozwoli Adeli bez problemu uporać się z egzamin z gier miotlarskich — nie było to jednak takie łatwe. Na etapie teorii miała już pewne problemy — zapewne gdyby trafiła na pytanie dotyczące wszystkich fauli w Quidditchu, poradziłaby sobie z nim bez problemu, ale trafiły jej się pierwsze drużyny Quidditcha. Coś tak wydukała, ale powiedzmy sobie szczerze - 2 punkty zdobyte na tym etapie punkty niespecjalnie ją cieszyły. Na całe szczęście z praktyką radziła sobie dużo lepiej, nawet jeśli daleko od perfekcji. Przygotowanie i konserwacja miotły poszły jej w miarę - bez szału, ale raczej powyżej przeciętnej. Potem przyszedł czas, by tej miotły dosiąść, co też zrobiła. Na początek stanęła przed zadaniem pałkarskim - szczerze powiedziawszy, odrobinę się tego bała, bo z pałką nie radziła sobie najlepiej. No ale cóż - trzeba to trzeba. Nie zastanawiając się zbyt długo, ruszyła przed siebie, by przelecieć przez świetliste obręcze wyznaczające trasę. W końcu nastąpił atak tłuczków. Adela ruszyła, by je odbijać i ku własnemu zdziwieniu dostrzegła, że trafiła w przeciwnika aż 5 razy, bo biorąc jej żałosne umiejętności pałkarskie, było więcej niż wybitne. Później nadszedł czas na popisową pozycję Adeli, czyli bycie ścigającą. Bez problemu dobrnęła do pętli, a następnie złapała każdy z trzech podanych kafli i bez problemu wrzuciła wszystkie w pętle. Trzeba było przyznać, że była z siebie bardzo dumna. Gorzej poszło jej z czekoladowym zniczem - nie była najgorsza w klasie, ale trzeba przyznać, że nie zrobiłą też wielkiego szału, raczej była w tej przeciętnej grupie. I wcale nie była tym zdziwiona, bo przecież to totalnie nie była jej dziedzina. Jej wynik, czyli ocena "Powyżej oczekiwań" zdecydowanie okazała się powyżej oczekiwań, w tym także jej własnych.
(zamknięcie treningu przed egzaminem) k100 na rozgrzewkę:39 k6 na trening:3
Może i nie był to najbardziej intensywny z dotychczasowych treningów, a już z pewnością frekwencja nie należała do najwyższych, ale nie o to chodziło. Grunt, że Christian miał okazję przećwiczyć swoje umiejętności przed meczem krukonów, a to było na wagę złota. Trenowali w pocie czoła bardzo długo i Jenn zgodnie z obietnicą nie oszczędzała kuzyna. - Musisz pamiętać o współpracy - tłumaczyła, bo już jakieś obycie w meczach miała. - Nie rzucaj na siłę w pętle, podawaj do pozostałych. Rzucaj jak będziesz miał czystą pozycję, dobrze? Panienka Hastings naprawdę wczuła się w rolę trenerki, tak jej zależało na tym, żeby Christian dobrze wypadł. Może i przez to nie poszło jej jakoś szalenie wybitnie, ale za to chłopak po prostu wymiatał na miotle. - Zamierzam kupić miotłę, będziemy mogli poćwiczyć w wakacje. Muszę tylko napisać do Brooks. Ona jest najlepsza, na pewno mi podpowie co się będzie nadawać! No. I się udało! Trening dobiegł końca, nowy zawodnik został przeszkolony, a ona mogła być dumna z tego, jak dobrze jej poszło prowadzenie. I kto wie? Może rzeczywiście powinna rozważyć karierę kapitanki? Kiedyś, za jakiś czas. Jak już stanie się pewniejsza siebie i swoich umiejętności.
Utracony Puchar Quiddtcha i bliski utracenia Puchar Domów, bardzo bolały serce Adeli - nie żeby zależało jej na edukacji, ale jednak rywalizacja była jej mocną stronę, żeby nie powiedzieć obsesją. Bardzo zafiksowała się na tym, żeby poniesione w tym roku szkolnym straty, nadrobić w kolejnym, a skoro nie była w stanie zapewnić tego na poziomie Pucharu Domów (umówmy się, częściej punkty traciła niż zarabiała), to odpowiednim planem wydało jej się zadbanie o Puchar Quidditcha. W tym celu zaczęła wyłapywać co zdolniejszych młodych Gryfonów, by ćwiczyć z nimi latanie i grę. Szczerze powiedziawszy, liczyła, że uda jej się wyłowić jakiś głęboko ukryty talent, który mógłby w kolejnym semestrze wzmocnić ich drużynę i ponieść ku zwycięstwu. Tego dnia umówiła się na ćwiczenia związane z Quidditchem z chłopakiem z piątego roku - @Maximilian Addams, który wprawdzie jeszcze wiele musiał się nauczyć, ale szczerze powiedziawszy, Adela liczyła, że przy odpowiedniej ilości treningów i zaangażowania, uda się coś z tego chłopaka uzyskać. Zgodnie z ustaleniami, Gryfonka pojawiła się na małym boisku jeszcze przed obiadem, wyposażona w kafle i szkolne miotły. Wcześniej dokładnie powtórzyła wszystkie ćwiczenia i taktyki, które planowała przetrenować z młodszym kolegą. Jej gotowość do działania można było wręcz uznać za lekko podejrzaną, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj była dość mało zaangażowana w szkolne sprawy. Kto jednak nadążyłby za Adelą Honeycott?
Maximilian Addams
Rok Nauki : V
Wiek : 15
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : Piegi i kolczyki, mieszanina Koreańskiej Krwi
Addams ostatnio nie był w sosie. Rzeczy, które działy się wokół niego sprawiały, że ten zwyczajnie gubił się we wszystkim. Co rzutowało również na jego nauce jak i zachowaniu oraz trzymaniu zasad. Jednym z tych błędów, słodkich ale jednak błędów był wypad do zakazanego lasu. Stracił punkty dla domu ale zyskał też coś niesamowitego. Możliwość obcowania na dłuższą chwilę z trestalami. Dodatkowo atlas był na tyle miły, że powiedział mu kilka słów. Nie wytargał z lasu za ucho tylko zdecydował zaspokoić jego ciekawość. Gdy wchodził na boisko, ani trochę nie był przekonany czy chce tu być. Zwłaszcza, że miotlarskie sprawy nie były mu jakieś bliskie czy też specjalnie lubiane. Wchodząc na boisko i widząc dziewczynę w dodatku jej podejrzaną minę i dziwny zapał aż bijący z niej ciężko jęknął. Jakoś instynktownie wyczuł, że będzie zgrzyt. Gdy się zgłosił do niej na ochotnika by potrenować, nie sądził, że coś w niej obudzi. Podszedł do niej z lekkim uśmiechem na ustach. -Od razu powiem- Na ukryty talent nawet nie licz. Bo we mnie go nie znajdziesz. Ja się z miotłami nie specjalnie lubię. - Musiał jakoś dać jej do zrozumienia by nie nabrała zbyt wielu nadziei. Stał więc przed nią, nieco wyższy, mimo iż młodszy. Tak samo miał piegi jak i ona. Chyba nawet mieli okazje wymieniać kilka zdań ale nie znali się jakoś specjalnie dobrze. Mimo wszystko ostatnio Max zaczął wystrzeliwać w górę. Przystąpił z nogi na nogę rozglądając co im tam Adela przygotowała. Miał nadzieję, że chociaż nie zrobi z siebie pośmiewiska i nie zleci z miotły. Bo na jakieś specjalnie manewry z ochami i ahami w jego wykonaniu mogli nawet nie liczyć.
Jej młody adept miotlarstwa w końcu pojawił się na horyzoncie, a co za tym idzie – na twarzy Adeli rozkwitł uroczy uśmiech. Szczerze powiedziawszy trochę obawiała się, że dzieciak ją wystawi, więc fakt, że jednak tak się nie stało, od razu poprawił jej humor. - Skoro zgłosiłeś się na ochotnika do nauki, to myślę, że jednak tkwi w tobie jakaś ukryta sympatia do latania – odparła natychmiast, nie dając się zbić z tropu marudzeniu drugiego Gryfona. Był jeszcze bardzo młodziutki i nie miała wątpliwości, że wystarczy trochę ćwiczeń, by odkryć w nim ukryty talent miotlarski. Honeycott wyznawała radykalne pozytywne nastawienie, więc od razu szukała w chłopaku potencjału, ignorując potencjalne słabości. Być może jej spojrzenie było absolutnie subiektywne i nie do końca rozsądne, ale przecież co złego mogło się stać? - Wskakuj na miotłę – poleciła mu, być może odrobinę zbyt władczo jak na stopień znajomości – Chcę, żebyś poleciał do pętli i z powrotem. Nie będę cię uczyć bardziej skomplikowanych kombinacji, jeśli nie będziesz w stanie utrzymać się na miotle. Spojrzała na niego oczekująco. Może to było nawet zaskakujące, że Adela tak bardzo pospieszała Maxa, ale z drugiej strony – po co mieli tracić czas?
@Maximilian Addams ------ Rzuć k6, na to jak ci poszło, gdzie 6 jako najlepszy wynik oznacza pokonanie trasy bez żadnych przeszkód.
Jeśli wypadnie ci 1, rzuć kostką ponownie.
Parzysta oznacza, że mocno się zachwiałeś w okolicach pętli, zaś nieparzysta, że spadłeś z miotły – na całe szczęście z bardzo małej wysokości, więc możecie kontynuować trening.
Maximilian Addams
Rok Nauki : V
Wiek : 15
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : Piegi i kolczyki, mieszanina Koreańskiej Krwi
Max jeśli się na coś pisał to wchodził na 100 % i nigdy nie wystawiał. Nie miał takiego w zwyczaju, z resztą naprawdę chciał ulepszyć swoje zdolności, więc nie truł by dupy gdyby mu nie zależało. Wiele mu można zarzuć, jednak nie to, że był ignorantem. Westchnął lekko słysząc jej słowa i podrapał się w tył głowy. - Skoro sam się zgłosiłem to po co miałbym wystawiać, to byłoby niezrozumiałe. - Wymamrotał spoglądając na Adelę. Dziewczyna była starsza a już praktycznie ją przerósł. Troszkę zaczynał się martwić, że w końcu ten wzrost go zgubi. Talentu ukrytego w nim na sto procent nie było i on był tego przekonany. Jeśli się polepszy to tylko przez treningi a nie talent. Stać się mogło wiele. Zawsze ktoś mógł ucierpieć, ktoś poza samym Maxem. Nie mówiąc jednak nic więcej chwycił za miotłę i z lekką niepewnością wystartował. O ile początkowo było super tak na wysokości pętli niestety lekko się zachwiał. Nie było to jakieś mocne zachwianie, jednak w dalszym ciągu mogło być niebezpiecznie. Przynajmniej uniknął poniżenia jakim był upadek. W końcu wtedy chyba kompletnie spaliłby się ze wstydu. Więc zakołysał się na miotle lecz dosyć szybko odzyskał stabilność i dokończył przelot, lądując bezpiecznie na ziemi. Może ostatecznie coś z niego będzie sensownego? Może nie jakieś cud miód maliny i orzeszki ale coś na poziomie norm? Póki co, na pewno musiał się rozgrzać i przywyknąć do bycia w powietrzu bo unikał tego niczym ognia ostatnimy czasy.
Adela zdawała się nie zwracać uwagi na narzekanie młodego chłopaka, ani wypieranie potencjału. Miała określony cel, więc nie bazowała na słowach, a na realnych warunkach fizycznych i psychicznych. Gdy leciał, zwracała uwagę nie tylko na trajektorię lotu, ale i na całą fizjonomię chłopaka. Maximilian był szczupły i trochę wyższy od niej, co sprawiało, że w jej oczach absolutnie nie nadawał się do roli szukającego, szczególnie, że biorąc pod uwagę jego bardzo młody wiek, wszystko wskazywało na to, że w kwestii wzrostu nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Faktycznie, szczupła sylwetka mogła być atutem na tej pozycji, jednak przy tak wysokim wzroście i gwałtownym rośnięciu, utrudniającym wyczucie punktu równowagi, Honeycott niespecjalnie widziała go w tej roli. Na pałkarza był znowu za delikatny – tutaj rolę grała siła, a Max nie wyglądał na specjalnie krzepkiego. Pozory mogły jednak mylić, więc nie zamierzała olewać tego tropu. Mimo wszystko wydawał jej się odpowiedni na ścigającego lub też obrońcę, więc chciała sprawdzić przede wszystkim te obszary. Nim jednak to miało nadejść, skupiła się na tym jak latał – a szło mu to przyzwoicie. Faktycznie, zachwiał się gdzieś w okolicach pętli, ale to zdarzało się nawet najlepszym, więc Honeycott nie zamierzała narzekać. Gdy w końcu wylądował, klasnęła z entuzjazmem. - Mówiłam, że będzie okej! – powiedziała, sama wskakując na miotłę – Chodź, polecimy teraz razem, slalomem wokół pętli. Uważaj, żeby na mnie nie wpaść.
Rzuć kostką k6 ponownie. Liczba oczek oznacza ile razy przypadkiem zahaczyłeś o Adelę.
Faktycznie Addams jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w kwestii wzrostu, aczkolwiek balansował na takiej granicy. Gdzie wielu lekarzy zastanawiało się nad tym, czy nie idzie to zbyt szybko. W końcu tak gwałtowny wzrost i młody wiek, nie było to coś bezpiecznego. Zwyczajnie organizm mógł się niepoprawnie rozwinąć, tak samo jak jego kości mogły być bardziej łamliwe. Na szczęście wszystko w porządku jak na razie. Więc brunet nie miał czym martwić. Widział jak Adela ocenia jego sylwetkę, nieco go to rozproszyło w pierwszym momencie jednak ostatecznie wiedział, że prawdopodobnie stara się ocenić jego predyspozycje. Przynajmniej tyle dobrego, że spokojnie wylądował na ziemi bez większych problemów a w dodatku dziewczyna zareagowała na prawdę entuzjastycznie. Jako, że sam chłopak był perfekcjonistą nie mógł tego uznać za coś niesamowitego i zadowalającego. - No dobra niech będzie.. - Wymamrotał słysząc kolejne polecenie. Nie wiedział jak to się miało ze sobą ale nie miał zamiaru kwestionować. Tak też zrobił, poleciał za nią, oczywiście w pewnym momencie starając wyminąć gdy ta leciała szybciej niż on. Jak by nie było miał w sobie smykałkę do rywalizacji. Zawsze budziła się w nim w najmniej oczekiwanych momentach. No zwyczajnie nie mógł sobie darować, starał się być lepszy. Z resztą czy większość młodzików nie miała takiego właśnie podejścia? pierwszy raz zahaczył o nią przy wymijaniu, jakby wiatr lekko go zepchnął , co prawda nie było to jakieś silne uderzenie. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zechciał się chociaż jakkolwiek popisać bo poczuł się nieco pewniej. Postanowił zakręcić koło wokół niej i jego głowa zahaczyła o but dziewczyny, co było ledwo zauważalne ale na pewno poczuła. Po tej sytuacji starał się przystopować jednak dalej chciał być szybszy od niej więc nie uniknęli małej kolizji przy jednej z pętli, co poskutkowało lekkim zepchnięciem dziewczyny z toru w tym momencie wyglądało to jednak na lekko zamierzone na co wskazywał uśmiech Addamsa. Ciekaw był ja ta zareaguje, nie byłby sobą, gdyby nie postarał się chociaż troszkę pograć na nerwach.