C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce, blizny na piersi po jadzie akromantuli, ciemnogranatowe blizny na lewym ramieniu; obrączka z czarno-zielonej muszli; runa agliz na lewym nadgarstku
Najświętsze miejsce całej Venetii, wzniesione w czasach starożytnych i utrzymywane po dzień dzisiejszy w doskonałym stanie. Przez wieki było rozbudowywane, w miarę, jak kult trytonów wzrastał, upewniając wszystkich Venetian, że to właśnie dzięki tym magicznym stworzeniom są w stanie prowadzić tutaj wspaniałe, doskonałe życie, wolne od kolejnych zaraz i problemów. Świątynia jest potężna i można odnieść wrażenie, że łatwo się w niej zgubić; znajdują się w niej również zamknięte pomieszczenia, do których nikomu nie wolno wkroczyć bez pozwolenia samego władcy Venetii. Prowadzi do niej również wiele wejść, a jedną z dróg jest Most Zakochanych. Na ścianach świątyni można znaleźć niezliczone płaskorzeźby, opowiadające historie wyspy. Pełno tutaj śladów świadczących o wdzięczności kolejnych ludzi, kolejnych rodów, które fundowały przebudowy i remonty tego miejsca. Jeśli uważnie się przyjrzeć, to można znaleźć tutaj także wota dziękczynne, znoszone w zacisze świątyni przez pokolenia Venetian.
Tu możesz spotkać ducha kota Murano.
______________________
After all these years you still don't know The things that make you
beautiful
Caroline O. L. Dear
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.73 m
C. szczególne : szkocki akcent, uboga mimika twarzy, brak gestykulacji
Cisza otaczała ją z każdej strony, zakłócana dźwiękami owadów, liści, lekko szumiących przy podmuchu ciepłego włoskiego powietrza i brakiem innych oznak życia. Nie było tu nawet ducha, a podobno Murano kręciły się tu dosyć często, podobno też przy brzegu laguny znajdowały się trytony, które strzegły tego świętego miejsca. Zdeterminowana, chociaż bardziej opętana samotnością przez magię maski, nogi ją niosły w miejsce, w którym powinny być mężczyno-syreny. Wzdrygnęła się na samą myśl, że szuka towarzystwa, nawet jeśli to nie całkiem byli ludzie. Jednak wrodzona spostrzegawczość Caroline, przeciągła jej spojrzenie w inne miejsce — zarośnięty zakątek. Wyglądał dość zwyczajnie, jednak nie mogła tego tak po prostu zignorować, wiedziona ślizgońską ciekawością. Podeszła bliżej wypatrując w gąszczu pnącz kamienną tablicę z tajemniczymi napisami. Nie rozumiała ich, zresztą nie przypominały żadnego znanego jej języka. Intrygujące to ta myśli wodziła jej wzrokiem po znalezisku, zaprzątając z dala myśli Dear od potrzeby bliskości drugiego człowieka. Wyjęła różdżkę, usuwając nadmiar roślinności, która przeszkadzała w dobrym przyjrzeniu się tablicy, dzięki temu zamiast nietypowego alfabetu, odsłonił się przed nią również obraz; niezbyt wyraźny przedstawiający kolumny, pałac i wodę? Nie mogła być do końca tego pewna. Ten rysunek był totalnie beznadziejnie narysowany albo czas po prostu postanowił zostawić na nim swoje piętno. Właściwie mogła się tym zająć, poszukać tego miejsca, nic ją nie trzymało tak naprawdę w Purpurowym Sadzie, ani nikt. Skierowała swoje kroki po ścieżkach Venetii, przechodząc przez most zakochanych, kierując się w stronę Świątyni Trytonów. Nie dałaby sobie ręki uciąć, ale spiralne kolumny, pałac — okey to była świątynia, woda... Mogło być to miejsce z obrazka, które widniało na tablicy, ale również nie. Szczerze to szukała demimoza w polu.
Na miejsce trafiliśmy względnie szybko i przestałem śledzić moich nieświadomych niczego przewodników. Zamiast tego moją uwagę skierowałem na znajdujące się przede mną sanktuarium. Wszędzie tutaj można się było natknąć na ślady świadczące o tym, że mieszkańcy wyspy wielbili rybokształtne stworzenia. Były tutaj wota poświęcone półrybom-półludziom, były płaskorzeźby przedstawiające dzieje wyspy z uwzględnieniem roli trytonów w historii jak również sam budynek był przecież poświęcony czci tym dziwacznym stworzeniom. Udałem się na obchód sanktuarium połączony z dokładnym oglądaniem płaskorzeźb. Zwróciłem również uwagę na kolumny - kto wie czy nie były to te które zostały przedstawione na kamieniu znalezionym w Sadzie.
Yuri Sikorsky
Wiek : 34
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178
C. szczególne : Liczne tatuaże, lewa noga pokryta bliznami po walce z mantykorą
Kolejne pudło jednak czy aby na pewno do końca? Kiedy obejrzałem dokładnie płaskorzeźby przedstawione w świątyni ujrzałem ponownie płaskorzeźbę przedstawiającą gondoliera rozmawiającego z trytonem. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że muszę szukać któregoś z przedstawicieli tego zawodu. Będąc jednak już w świątyni postanowiłem rozejrzeć się jeszcze za jakimś przedstawicielem kapłanów. W końcu ktoś taki powinien być w świątyni prawda? A jeśli kapłan jest w świątyni trytonów to prawdopodobnie zna język trytoński. Moje rozumowanie było proste jak patyk. Problem w tym, że mimo mojego dokładnego rozglądania się po miejscu nigdzie nie mogłem znaleźć osobę, o którą mi chodziło. Westchnąłem ciężko i ruszyłem na miasto rozglądać się za gondolierami.
z/t
Ruby Maguire
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160
C. szczególne : golden retriever energy | irlandzki akcent | duże oczy | zapach cytrusów
Czy ona mogła przestać tracić świadomość? No naprawdę miała wrażenie, że więcej to sobie kima i przeżywa chuj wie co, niż faktycznie szuka… czego ona właściwie szukała? To najwyraźniej nie było ważne, skoro już zaczęła to skończy, albo umrze, albo znowu zemdleje, albo znowu rzygnie. Zanim straciła świadomość bulgotanie w żołądku było całkiem niebezpieczne, zupełnie jakby wyzerowała sobie piwerko, tylko tym razem to był a sprawka nie gazu w piwie, tylko brudnej wody ze studni. Widziała siebie przed studnią i te łuski i… no i co teraz niby? Była zirytowana i zmęczona i strasznie wkurzało ją to, że ciągle mdlała. Dobrze, że sobie jeszcze tego głupiego łba nie rozwaliła. Widziała łuski, a łuski to ryby. Trytony to z kolei pół ryby, więc udała się do ich świątyni i obiecała sobie, że jak kiedyś będzie mogła spróbować trytoniego mięsa to za to mdlenie nie będzie się wahała nawet.
______________________
without fear there cannot be courage
Maximilian Felix Solberg
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Nie wyszedł stąd przez wiele godzin. Szczęście, jakie go ogarniało, nie pozwalało mu się po prostu ruszyć. Czuł się, jak nigdy w życiu i w końcu, przyszło mu do głowy, że to jest ta chwila. Chwila, która może się nie powtórzyć, a która była idealnym wspomnieniem pod magię, której nigdy wcześniej nie był w stanie z siebie wykrzesać. Tak, miał ciężkie życie i wiele błędów przeszłości ciążyło na jego barkach. Znał inkantację. Znał ruch i całą resztę. Pozostawało mu tylko wziąć się do działania. Spojrzał po raz kolejny na swój skarb i bez zastanowienia wypowiedział Expecto Patronum, a z jego różdżki wyskoczył potężny, jasny obłok. Obłok, który byłby w stanie na pewno przegonić dementora, a może i nawet kilku. To tylko jeszcze bardziej spotęgowało to szczęście, które wypełniało go całego. Raz za razem unosił różdżkę, a świetlisty dymek z każda próbą robił się coraz większy. Max wiedział, że jeśli przeszedł most, jest w stanie i temu zadaniu podołać. Był wręcz pewien, że nie ma takiej rzeczy na świecie, której teraz nie dałby rady. Zrobił sobie chwilę przerwy, latając po świątyni ze szczęścia. W każdym możliwym zakamarku unosił różdżkę i dawał upust emocjom, które wręcz go rozpierały. W końcu, ponownie stanął przed magicznym tryptykiem. Pozwolił, by w jego uszach rozbrzmiała pieśń trytonów. Zamknął oczy, przypominając sobie każdy, najmniejszy krok, który go tutaj doprowadził. Każde omdlenie i kąpiel w wiadrze. Chwile, a raczej pełne wysiłku godziny spędzone w zrujnowanej pracowni alchemicznej, gdzie głowił się nad zagadką mechanizmu. W końcu, słowa trytonów i skarb, jaki dzierżył w dłoniach. Po raz kolejny uniósł swoją różdżkę i cicho, niemalże z namaszczeniem wypowiedział inkantację patronusa. Nie wierzył, gdy z końca jego magicznego patyczka wyskoczył prawdziwa, cielesna sroka. Z szerokim uśmiechem na ustach pognał zwierzę po całej świątyni, a w końcu zatrzymał je przy swojej nodze, dając odpocząć świetlistym skrzydłom, które były jasnym dowodem na to, że faktycznie Maximilian Felix Solberg wkracza na nową ścieżkę życia. Ścieżkę szczęścia i siły, której nigdy wcześniej nie był w stanie z siebie wykrzesać, a raczej nie wierzył, że jest do tego zdolny. Pozwolił, by sroka w spokoju wygasła, a następnie jeszcze raz, by przekonać się, że była to prawda, przywołał ją do siebie zaklęciem. Pozwolił jej rozprostować przez chwilę skrzydła, by następnie znów ją wygasić. Tak, to był ten moment, by wrócić do domu, a raczej do Koloseum i w pełni podzielić się swoim szczęściem z tym, którego kochał.
//zt +
______________________
I thought that I could walk away easily But here I am, falling down on my knees
Zasady uczestnictwa w Karnawale znajdziecie TUTAJ.
Już z samego rana na nieboskłonie widać blyski czarodziejskich fajerwerków, rozświetlających Venecki dzień. Jeszcze zanim czarodzieje zdążą zobaczyć zza budynków świątynię, z daleka słychać śpiewy i wesołą muzykę, oraz czuć zapach morskiej bryzy przetaczający się wręcz z magiczną siłą i świeżością po wszystkich uliczkach. Każda nuta, każdy wielobarwny błysk, jakże powiew wiatru mówią o tym, że finalny dzień Karnawału - Dzień Odrodzenia - się rozpoczął. Śpiewają nawet o tym delfiny, które radośnie skacząc na falach także płyną prosto na wydarzenie z trytonami u swych boków! Cała Venetia zbiera się pod strzelistymi wieżyczkami i strojnymi kolumnami, by oddać hołd swemu miastu, swej historii i swemu wybawieniu! Niech żyje Venetia! Świątynia cała przybrana jest w bzowe girlandy, język trytoński miesza się z angielskim i włoskim w powietrzu, zapachy świeżych wyrobów aż kuszą zmysły, a delfiny radośnie klikają na wszystkich przechodniów, co chwilę jakieś pryskając wodą, jakby zapraszając do zabawy. Każde okno świątyni zostało obwieszone pamiątkami, gdzieś tam z zacienionej altanki słychać pierwsze odkorkowywania win, a spod jednego ze strzelistych dachów wydobywa się dym, mieszając z orzeźwiającą bryzą zapach najwyższej jakości pizzy. Kilku czarodziei weszło do wody. Trytoni specjalnymi korytarzami wpłynęli do świątyni, a z mostu prosto na dziedziniec monumentalnej budowli wkroczyły westalki, niosąc święty ogień.
Wota dziękczynne
Przy wotach dziękczynnych stoi już znana Wam, trudno do zapomnienia postać, wszak jest ona najważniejszą osobą Venetii - Doża Della Abbeneta wita wszystkich ciepłym uśmiechem, a za co szybszymi przechodniami woła krótkie: - aspetta aspetta, rallenta bambini! - śmiejąc się przy tym elegancko. - To święte dla nas miejsce, naprawdę radziłabym tu zachować spokój, jeszcze was trytony pogonią, bambini! - i żartobliwie puściła oczko w stronę wody, do zebranych w niej trytonów, którzy podpłynęli pod sam brzeg, by posłuchać jej opowieści. - Mam niezwykły zaszczyt powitać Was na zwieńczeniu Karnawału! To było wspaniałe pięć dni, które mogliśmy wspólnie spędzić, dzieląc się naszą kulturą, sztuką i historią! Chciałabym podziękować każdemu, kto wziął udział w tak ważnym dla nas wydarzeniu! Wierzę, że tak długo, jak biją w Was słowa Venetii i jej potomków, tak długo nasza przepiękna wyspa nie zaginie! - wyglądała przy tym na naprawdę szczerą, chociaż słowa jej były wyważone, a postawa w pełni godna kogoś jej pozycji, nie brakowało jej w tym wszystkim ciepła. - Pozwólcie mi więc podzielić się z Wami ostatnim okruszkiem historii, odrodzeniem naszej wspaniałej Venetii - wraz z jej słowami magiczne fajerwerki wystrzeliły w niebo, a do ich dźwięku całe stado delfinów perłowych zaprezentowało swoje popisowe wysokie skoki. Kobieta snuła historię o zarazie z ogromnym szacunkiem do przeszłości, ale i pasją do tego tematu, nie wstydziła się być nim żywo zainteresowana. Gestykulowała, jak na prawdziwą Włoszkę przystało, gdy doszła do momentu kulminacyjnego tej opowieści, który nadszedł wraz ze stworzeniem leku i rozprzestrzenieniem mikstury po mieszkańcach. Z tym, że Venetia odżyła. - Delfiny perłowe odeszły na długo, jednak właśnie z tym dniem powróciły do naszych wód, a tym samym oddając nam przychylność trytonów na nowo - dokończyła, wyjaśniając jak wielkie znaczenie te stworzenia dla nich miały i jak wielką hańbą było to, że Venetianie pozwolili doprowadzić miasto do stanu, w którym musiały je opuścić. - Dlatego właśnie symbolem Dnia Odrodzenia są delfiny, bo w to wielkie wydarzenie nie powstała z kolan tylko nasza ludność. To był dzień odzyskania świetlności Venetii i jej błogosławieńst - podsumowała, biorąc świecę do ręki i zapalając ją od magicznego ognia, który wyjaśniła, że same westalki przyniosły ze świątyni, pilnując by nie zgasł. - Dlatego właśnie na jego rozpoczęcie złóżmy honor poległym, których nie udało się uratować, a którzy na zawsze swym duchem zostali w Venetii. Niech i los nigdy nie zostanie zapomnianym - i postawiła świecę na wotach, zapraszając kolejnych chętnych do powitania zmarłych.
Niespodzianka:
Każdy, kto w swoim poście uwzględni, że wysłuchał historii opowiedzianej przez Dellę Abbenetę i nie wysłuchał wykładu na którymś z poprzednich dni - proszę o podkreślenie tego w tekście może zgłosić się po 1 pkt z Historii Magii. Oprócz tego każdy zainteresowany opowieścią Wielkiej Doży dostaje:
Płetwa delfinka:
Płetwa delfinka - mały, wykonany z kamienia breloczek, który jest wprost niezbędny do nocnego nurkowania. Runa zaklęta w nim na jednej stronie sprawia, że po jej dotknięciu breloczek świeci specjalnym, fioletowym światłem, w blasku którego czarodziej może oglądać nocne istoty, bez zaburzania ich wizji czy ich płoszenia (tudzież zwracania ich uwagi). Runa po drugiej stronie z kolei sprawia, że breloczek ciągnie dłoń czarodzieja w stronę powierzchni, jeżeli ten zgubiłby orientację w ciemności.
Wota dziękczynne:
Przy wotach dziękczynnych czekają białe świece i ogień, którego nieustannie pilnują westalki. Każdy uczestnik Karnawału może zdecydować się na odpalenie świecy i postawienie jej na ołtarzu, by uczcić pamięć wszystkich tych, którzy odeszli, dzielnie walcząc z chorobą.
Nie jest to jednak zwykłe złożenie hołdu, duchy bowiem odpowiadają na miłe słowa posłane w ich kierunku swoją własną życzliwością. Gdy tylko świeca dotyka ołtarza, kolor ognia zmienia się na rzuć k6:
1. Zielony - To barwa nadziei, zapowiedź życia, które wyda owoc. Duch, który cię pobłogosławił chciał dać ci szansę na spojrzenie na swoje życie z nowej perspektywy. Dziś to z czym się zmagasz, nie nęka cię wcale, dając ci możliwość rozkwitu. Jesteś nieśmiały? Tego dnia nieśmiałość ta wycisza się na rzecz otwartości. Boisz się podejmować wyzwań? Dziś odwagę masz wręcz gryfońską! 2. Turkusowy - To symbol spokoju emocji i pozytywnego myślenia. Duch najwyraźniej chciał odciążyć twoje ramiona, zsyłając na ciebie chwilę oddechu. Dziś twoje zmartwienia się wyciszają, a ty sam jesteś ostoją spokoju, której nie da się wyprowadzić z równowagi. 3. Magenta - To kolor witalności i uroku. Twój duch musiał uznać cię za bardzo godną uwagi osobę, bo sprawił, że inni nie mogą oderwać od ciebie wzroku. Cały dzisiejszy dzień jesteś w centrum uwagi, a nawet twoi wrogowie nie są w stanie powiedzieć o tobie złego słowa czy zrobić czegoś, co mogłoby sprawić ci przykrość. 4. Żółty - To symbol radości życia i młodości. Musiał odwiedzić cię młody duch, który chciał podzielić się tym najcenniejszym, co stracił. Czujesz przypływ sił, jakbyś mógł góry przenosić! Dziś żadna choroba cię nie dotknie! 5. Czerwony - To barwa ognia, krwi i wojny. Duch, który cię pobłogosławił chciał dać ci siłę do walki! Czujesz, że cokolwiek, z czym teraz się nie mierzysz jest możliwe do pokonania. Czujesz ogromną motywację, by pokonać swoje własne strachy! 6. Niebieski - To symbol trwania, stałości i wierności. Duch, który cię odwiedził na zawsze pozostał wierny Venetii i jej ludowi i chciał się też z tobą podzielić tą mądrością. Każda obietnica, nieważne jak mała czy nawet żartobliwa, złożona pod działaniem tego ognia jest niesamowicie wiążąca. Cokolwiek nie obiecasz komuś, lub ktoś tobie, staje się święte a jej zerwanie powoduje ogromne uderzenie bólu prosto w brzuch, gdy któraś ze stron złamie jej warunki.
Efekt błogosławieństwa od duchów Venetii trwa ten i następny wątek.
Świątynne sklepiki
W strzelistych oknach świątyni, zostały na gałęziach okwieconych bzów zawieszone półeczki z pamiątkami. Mimo że wiatr porusza nimi jak huśtawką, żaden z przedmiotów ani drgnie, najprawdopodobniej przytrzymywany magią. Gdzieś w rogu, pod jednym ze strzelistych dachów znajduje się kamienny piec, w którym kucharze już przygotowują pizzę. Duża kolejka zebrała się także przy zacienionej altance świątynnej po zachodniej stronie, przy której czeka na czarodziei stoisko ze specjalnymi winami festiwalowymi.
Pamiątki na bzowych huśtawkach:
Animowana figurka delfina perłowego, 20g - ta mała, urocza figurka delfina perłowego zawsze pełna jest radości i chęci do zabawy. Gdy stoi na biurku, przy którym aktualnie siedzisz, sunie po nim na brzuchu, żeby podać ci wszystkie przedmioty znajdujące się na blacie, nawet jeżeli są w zasięgu ręki. Jeżeli posiadasz figurki wydretek, delin chętnie będzie się z nimi bawić. Sieć z trytońskiego bluszczu, 70g, +1 ONMS - choć sieć ta wydaje się dość licha i łatwa do zerwania, wystarczy tylko ją na coś zarzucić, by przekonać się jak skuteczna w łapaniu naprawdę jest. Zarzucona na zwierzę, nie większe niż aetan, w całości obwija je bardzo silnymi, gęstymi pędami bluszczu, szybko uniemożliwiając mu poruszanie się. Bardzo skuteczna do chwytania zwierząt wodnych, gdyż wije się za nimi, dopóki w pełni ich nie unieruchomi. Książeczka “Opowieści delfinka Pinna”, 15g - urocza książeczka dla dzieci z ruszającymi się obrazkami, przedstawiająca niezwykłe historie dzielnego delfinka Schizzi, przemierzającego morza i oceany by pomagać innym morskim stworzeniom! W trakcie czytania sceneria cały czas się zmienia, a rysunek delfinka wyławia kolejne linijki tekstu. Co ciekawe, jeżeli dziecko, któremu się tę bajkę czyta jest przeziębione, na drugi dzień w pełni zdrowie! Działa to też na dorosłych! Echolokacyjny gwizdek, 150g, +2 ONMS - specjalny gwizdek stworzony w oparciu o echolokację. Jego dźwięk słyszy tylko osoba gwiżdżąca. Dźwięk nie rozbija się na żadnych budynkach ani roślinności, a jedynie na magicznych stworzeniach, pozwalając wykryć je z odległości nawet kilkudziesięciu metrów. Fantastyczne narzędzie do namierzania nawet ukrytych, magicznych zwierząt.
Piec pod dachem:
● Dente di leone - opcja wegetariańska, główne składniki to liście mlecza i duszone wodorosty ● Rosa e struzzo - opcja dla spragnionych egzotycznych smaków, znajdują się na niej płatki róży ze strusim móżdżkiem ● Maiale volante - główny składnik to siekane wymię latającej świni ● Deliziosa salsiccia - prosta pizza z kiełbasą soppressata oraz korzeniem lampiolotosu ● Asparagi con salsa - pizza ze szparagami z Bassano del Grappa ● Prosciutto con plumpi - pizza z szynką San Daniele oraz pieczonymi plumpkami ● Arcobaleno di fromaggio - pizza łącząca ze sobą kawałki ryby arcobaleno i włoskiego sera pleśniowego ● Granchio alato - opcja frutti di mare, głównym składnikiem jest mięsko skrzydlatego kraba ● Mare di gamberi - pizza z lokalnymi krewetkami-tancerkami, które nawet po upieczeniu lekko podrygują na cieście ● Incubo fruttato - kuchnia fusion, pizza z owocami, nazywana koszmarem pizzermana
Winna altanka:
Bacio del prete - To kompozycja win powstałych na 2 sposoby: bardzo selektywny zbiór w optymalnej fazie dojrzałości owoców z corvin tectus szczepu banco (rosnących na bardzo płytkich wodach, dzięki długiemu dostępowi do światła i wysokiej temperatury charakteryzują się ogromną słodyczą) oraz późny zbiór, kiedy min. 50% owoców jest zbotrytyzowanych z corvin tectus szczepu aperteque (rosnących na otwartych wodach w specjalnych, dryfujących donicach, dojrzewające wyjątkowo powoli jedynie, gdy znajdują się na trasie przepływu ciepłych prądów). Po zebraniu oba dojrzewają najpierw oddzielnie przez ponad 12 miesięcy w płytkich, naturalnych basenach, następnie dużych beczkach, wciąż nieoddzielone od słonej wody, a następnie po połączeniu kolejny rok w specjalnej, kryształowej butelce. Wino zaliczane do likierowych. W ustach jest pełne, okrągłe, złożone i niezwykle bogate. Idealne do smażonych i surowych ryb a także słonych serów. Niezwykle aksamitne uczucie na wargach po jego wypiciu. Osoba, która go wypiła przez ten i następny wątek nie tylko czuje ten aksamit, ale także zyskuje wyjątkowo aksamitną, gładką mowę, będąc w stanie swojego rozmówcę wprowadzić w stan natychmiastowego zauroczenia sobą i niemalże hipnozy. Rozmówca dalej ma wolną wolę, jest jest przyćmiony urokiem osoby, która wypiła to wino - dużo bardziej chętny i otwarty na wszystkie pytania i propozycje. Pinna di delfino - Słodkie, cytrusowe i niezwykle lekkie wino powstałe z corvin tectus szczepu banco rosnących na bardzo płytkich wodach, które dzięki długiemu dostępowi do światła i wysokiej temperatury charakteryzują się ogromną słodyczą. W trakcie fermentacji stopniowo, co mniej więcej dwa tygodnie, dodawane są do niego kwiaty krwawego bzu, dzięki czemu w finalnym produkcie unoszą się bardzo drobne, jadalne płatki. Wino jest lekko musujące dzięki niebotycznemu połączeniu go z wciąż dojrzewającym winem z odmiany malvasia, wykonanym metodą starożytną (ancestrale), fermentującym w betonowych zbiornikach w niskiej temperaturze na dzikich drożdżach. Przed zakończeniem fermentacji dwa rodzaje wina są łączone, butelkowane i następuje jeszcze wtórna fermentacja w butelce, dzięki czemu powstaje naturalne musowanie. Wino dojrzewa jeszcze 5 miesięcy na osadzie z bzu, który jest pozostawiony w butelce. Barwa słomkowa, w zapachu prezentuje aromaty owocowo-cytrusowe. Dominują jabłka, gruszki i pomarańcze z chlebowo- chałkowymi akcentami i kwiatowym tłem. W ustach jest kremowe, treściwe i harmonijne. Dominuje owocowy charakter z drożdżowymi akcentami. Finisz jest świeży i bardzo przyjemny. Przed spożyciem polecamy wstrząsnąć/ wymieszać tak, aby rozprowadzić osad w miarę równomiernie. Po jego wypiciu osoba przez ten i kolejny wątek jest w stanie przybrać formę delfina w wodzie. Wystarczy tylko zanurzyć się do pasa, a następuje przemiana. Osoba będąc w formie delfiniej potrafi zrozumieć mowę delfinią, używać echolokacji a także w pełni rozumieć mowę trytonów. Acqua per gatti - różowe wino o niezbyt kuszącej nazwie - kocia woda, za to niezwykle przyjemnym, odświeżającym smaku. Wyjątkowo kwiatowe i rześkie. Powstałe z corvin tectus odmiany grappiante, która rośnie tylko przy skałach i budynkach, grona pną się po suchej powierzchni i jedynie korzenie są stale zatopione w wodzie i porastające algami. Dzięki temu grona mają wyjątkowo lekki smak, mimo bycia jednym ze szczepów podwodnych. Słoność zostaje jedynie w ostatnim posmaku, przywodząc na myśl morską bryzę. Długa i powolna fermentacja oraz siedmiomiesięczne dojrzewanie w dużych beczkach pozwoliło uzyskać unikalną jakość. Po jej wypiciu osoba przez ten i następny wątek jest w pełni odporna na działanie wody. Gdy spróbuje wejść do wody, wokół niej stworzy się osłona, niczym bańka, nie pozwalając jej dotknąć cieczy.
Rozmowa z delfinami
Delfiny perłowe nierozłącznie związane są z historią Venetii i świadczą o jej dobrobycie i możliwościach rozwoju. Mówi się, że tak długo, póki zwierzęta te zamieszkują kanały, stare świątynie i ruiny tego miasta, tak długo ono będzie trwać. Nic dziwnego, że Venetiańscy mieszkańcy tak wiele czasu poświęcają na zgłębianie wiedzy o nich, ich zachowaniu a także języku. Tak, delfiny mają wszak swoją mowę i nie chodzi tu o ich śpiewy, a coś znacznie bardziej subtelnego, ale mówiącego w ich przypadku najwięcej - mowę ciała. W święcie bierze udział wielu zaklinaczy delfinów, który siedzą razem z nimi i trytonami w wodzie, zapraszając każdego chętnego do wzięcia udziału w lekcji z ich komunikacji. Każdy uczestnik może wybrać sobie z czym czuje się bardziej komfortowo - czy z lekcją w wodze, czy jednak na lądzie (a dokładniej stojąc na specjalnej kładce). Chociaż pamiętaj! Każdy twój błąd w rozmowie z delfinem gdy stoisz na lądzie może być zwieńczony ochlapaniem cię przez niego! Kurs, który oferują zaklinacze nie jest długi ani trudny i polega na wyjaśnieniu kilku prostych zależności między mową ciała, a zachowaniem delfinów, a także tym, jak własnymi ruchami można się z nimi komunikować, poprosić je żeby podpłynęły bliżej i żeby się odsunęły, przekierować na prawo i lewo, sprawić, by przyspieszyły swoje pływanie lub je zwolniły, a także, jeżeli komuś pójdzie wyjątkowo dobrze, zaproszenie delfina do wykonania skoku!
Mechanika:
Nauka komunikacji z delfinami polegać będzie na rzutach 1k6 na wybór delfina, litery na scenariusz i 1k100 na właściwy wynik.
Kod:
<zg>Rozmowa z delfinami</zg> <zgss>Delfin:</zgss> <zgss>Scenariusz:</zgss> <zgss>Rzut k100:</zgss> <zgss>Suma wyników:</zgss>
Na początku każdy z was rzuca 1k6 na zobaczenie, jakiemu delfinowi przyjdzie z wami współpracować. Delfinów musi wystarczyć dla każdego, więc jedna osoba będzie mieć tylko jednego kompana przez tę zabawę!
1k6 na delfina:
1. Twój delfin jest bardzo młody, ale dzięki temu i wyjątkowo ciekawski i przyjacielski! Może nie jest najbardziej doświadczonym z delfinów, za to przywiązuje do ciebie ogromną uwagę i bardzo się stara! +10 do końcowego wyniku. 2. Widać, że ten delfin miał już wystarczająco dużo grup przed tobą i zwyczajnie nie chce mu się poprawiać twoich błędów. Nawet nie próbuje zgadywać, gdy jakiegoś ruchu ciałem nie wykonać w całości perfekcyjnie i reaguje tylko na nieskazitelne, płynne i pewne sygnały, wszystko inne ignorując. -20 do końcowego wyniku. 3. Twój delfin wydaje się dość zagubiony, jakby nie do końca wiedział, czy w ogóle znalazł się we właściwym miejscu. Ciągle tylko rozgląda się na swoje stado i opiekunów, przez co trudniej czytać mu twoje ruchy. Może faktycznie przypłynął nie z tym stadem? -15 do końcowego wyniku. 4. To nie pierwsze takie szkolenie tego delfina, jest to starszy osobnik, na którego ruchach uczyło się wielu zaklinaczy delfinów. Jest bardzo cierpliwy, stara się zrozumieć twoje komunikaty a przy tym wyraźnie pokazuje, kiedy nie rozumie o co chodzi, dając ci szansę na poprawę. +15 do końcowego wyniku. 5. Ten delfin to prawdziwy profesor! Całym swoim skupieniem jest z tobą i widać na pierwszy rzut oka, że od razu złapaliście ze sobą więź i nawet jeżeli nie jesteś zbyt dokładny, doskonale na poziomie emocjonalnym rozumie o co ci chodzi. Jakby czytał ci w myślach! +20 do końcowego wyniku. 6. Nie można powiedzieć, że twój delfin się nie stara, nie można powiedzieć też o tobie, że się nie starasz. Po prostu trafił ci się wyjątkowo nieśmiały kompan, który nawet jak widzi, co ma zrobić, czuje się do tego speszony, jakby bał się, że jednak wykona coś źle i na wszelki wypadek woli nie robić nic, gdy nie ma absolutnej pewności. Wiesz... Żeby tobie przykro nie było! -10 do końcowego wyniku.
Po wylosowaniu delfina czas na rzut literką na scenariusz! Przy delfinach może się wszak wydarzyć wiele rzeczy!
Scenariusz:
A jak atrakcyjna delfinka - Nie tylko czarodziejom sprzyja dobry humor, delfinom też. Ten twój właśnie zauważył drugiego perłowego, który tak mu przypadł do gustu, że co chwilę chce do niego odpłynąć i słucha już tylko próśb zaklinaczy o zostanie na miejscu. -30 do wyniku końcowego. B jak bitwa - Od chlapnięcia do chlapnięcia, twój delfin stawał się coraz bardziej poirytowany tym, jak drugi perłowy obok niego rozbija się w wodzie. W końcu nie wytrzymał i sam chlapnął na niego płetwą i... Wszystkie delfiny dookoła was stwierdziły, że czas na zabawę. Na pewno nie wyjdziesz z tego z ani jedną suchą nitką! C jak czyste szczęście - Pofarciło ci się niezwykle, masz bowiem okazję stać tuż obok dziecka jednego z zaklinaczy delfinów, które bardziej niż uczy się, to po prostu bawi się z delfinami - widać, że zna już każdą z podstawowej mowy ciała i wszystko z niej rozumie. A ty możesz od niego zgapiać, no bo kto ci zabroni. +10 do wyniku końcowego. D jak dryfujący delfinek - Delfin ten musi być ogromnym fanem słońca, bo gdy to tylko wyszło zza obłoczków, od razu zaczął dryfować na powierzchni, po prostu ciesząc się ciepłem. Chyba nie będzie go łatwo zmotywować do dalszej pracy... -20 do wyniku końcowego. E jak ekstra składnik - Jesteś pewien, że nie prosiłeś delfina o to, by zanurkował na samo dno zatoki, a jednak to zrobił. Może z sympatii, może za podziękowanie za dobrą współpracę, a może po prostu miał takie widzimisię, w każdym razie za chwilę wynurza się, przynosząc ci liście skrzeloziela. Zyskujesz 1x liście skrzeloziela. F jak fatalny skok - Chyba twój delfin za bardzo się rozentuzjazmował i tak spodobała mu się zabawa z tobą, że aż żeby to wyrazić skoczył sobie radośnie! Problem w tym, że nawet jeżeli stałeś na kładce, ściągnął cię ze sobą przez przypadek do wody. Uderzenie ogona sprawiło, że na chwilę zupełnie straciłeś orientację, co się dzieje, może nawet omdlałeś? Potrzebujesz pomocy, żeby wydostać się z wody! G jak gibki delfinek - Przez chwilę obawiałeś się, że głośna orkiestra, która obok was przeszła rozproszy delfinka i w pierwszej chwili zdecydowanie mogło to tak wyglądać. Perłowy zaczął klikać do melodii i kręcić się do niej w wodzie, szybko jednak zauważasz wzór jego ruchów i to, co chce robić, dopasowując się swoimi prośbami do jego tańca. Ktoś mógłby nawet rzec, że w ten sposób tańczycie razem. Na pewno wyglądacie na bardzo zgranych! +20 do wyniku końcowego. H jak histeria - Idzie ci całkiem nieźle z nauką mowy ciała delfinków, dopóki nie podbiega do ciebie rozpłakane dziecko, które zgubiło swoich rodziców. Wpadło w taką histerię, że nie jest w stanie się uspokoić i aż z tego wszystkiego delfinek odpływa, by też poszukać zaginionych opiekunów. Plusy? Udaje się z jego pomocą ich wypatrzeć. Minusy? Zupełnie stracił swoje skupienie i co chwila ogląda się na malucha, czy na pewno już trzyma się swojej mamy. - 10 do wyniku końcowego. I jak intuicja - Zauważasz, że coś niezbyt dobrego dzieje się z twoim delfinkiem. Nie umiesz tego opisać, ale po prostu widzisz po jego ruchach, że coś mu przeszkadza i zgłaszasz to zaklinaczom. Okazuje się, że biedactwo musiało o coś uderzyć płetwą i uszkodziło sobie kość. Czarodzieje dziękują ci za pomoc i chwalą twoje umiejętności czytania tych zwierząt.+30 do wyniku końcowego. J jak jego wysokość delfin - W sumie to nie masz pojęcia jak to się stało, ale ten delfin w pewnym momencie poczuł się naprawdę królewsko, może to przez te wszystkie pochwały? Dostał ich aż tyle, że teraz stwierdził, że to on tutaj rządzi. Dosłownie, zamiast wykonywać twoje polecenia, to on próbuje mową ciała naciskać na ciebie i wymuszać konkretny ruch na tobie... Rzuć k6. Jeżeli wynik jest parzysty, udaje ci się zapanować nad delfinem i pokazać mu, że nie dać się tak ustawiać; +25 do wyniku końcowego. Jeżeli wynik jest nieparzysty, delfin nic sobie z ciebie nie robi, a na koniec, by wyrazić swoje niezadowolenie wobec twojego nieposłuszeństwa, łapie cię za nogawkę i wyciąga na środek kanału! Bezczelny!; -25 do wyniku końcowego.
Na koniec rzuć k100, by zobaczyć jak ci idzie, gdzie każde 10 pkt to jedna poprawnie odczytana prośba. Od 70 pkt w górę (po uzyskaniu ostatecznego wyniku z uwzględnieniem bonusów) możecie uznać, że idzie wam tak dobrze, że delfiny nawet zgadzają się wykonać na twoją prośbę skoki.
Niezależnie od końcowego wyniku, każdy, kto brał udział w atrakcji, może zgłosić się w odpowiednim temacie po 1 punkt z ONMS.
Nauka trytońskiego
W środku świątyni, w jednym z wewnętrznych basenów łączących się z zewnętrznymi kanałami siedzą trytoni, zachęcająco przywołując do siebie czarodziejów. Rzadko spotyka się ich w tak szampańskim nastroju, wychodzi na to, że naprawdę muszą szanować to święto - w końcu jest bezpośrednio związane z tak ważnymi dla nich, niemal boskimi, delfinami perłowymi. Z tej okazji i z szacunku dla tego jakże specjalnego dnia oferują oni chętnym czarodziejom naukę ich języka. Przy brzegu basenu rozłożone są kamyczki z wyrytymi literami w języku trytońskim a także drugi zestaw - z przekształcającymi się magicznie obrazkami różnych rzeczy i czynności. Tryton, który będzie cię uczyć układa zdanie, a twoim zadaniem jest dopasować właściwy obrazek.
Mechanika:
Wykonaj dwa razy rzuty 10k6, by mieć dwa zestawy dziesięciu wyników na kości sześciościennej. Jeden zestaw reprezentuje zdania trytona, z kolei drugi twoje odpowiedzi. Im więcej oczek pokrywa się ze sobą, tym więcej udało ci się poprawnie słów dopasować. Pokrywające się ze sobą wyniki rzutów nie muszą być w tym samym miejscu, tak więc rzuty: 5 1 6 6 3 2 3 4 1 1 5 6 2 2 3 3 3 1 5 5 Mają sześć dopasowań, więc takiej osobie udało się poprawnie dopasować sześć z dziesięciu obrazków.
Każda osoba, której udało się dopasować przynajmniej pięć słów dostaje:
Kamyczki do nauki trytońskiego:
Kamyczki do nauki trytońskiego - zestaw kamyczków, na których można uczyć się języka trytońskiego. Czarne kamyczki posiadają trytońskie symbole, na białych z kolei pojawiają się obrazki różnych kategorii jak np. czynności, zwierzęta itp.. Kamyczki układają się w zdania, które czarodziej musi dopasować do obrazka. Gdy mu się udaje, kamyczki podskakują, a zaraz zmieniają swoje ułożenie na następne słowo. Jeżeli nie - opluwają czarodzieja wodą. Kamyczki dostosowują poziom trudności do uczącego się, a z czasem za ich pomocą można się nawet nauczyć układać całe zdania!
Zadanie specjalne Delli Abbenety
Zdanie, które będą mogli wykonać jedynie nieliczni z czarodziejów. Jego treść poznacie dopiero po napisaniu postu na karnawale, wcześniej zostanie przed wami ukryte.
Kod festiwalu
Poniżej zamieszczony zostaje kod, który obowiązuje w czasie uczestnictwa w karnawale. Przy wskazaniu atrakcji dodatkowo należy wykorzystać kody, które zostały do nich wcześniej przypisane. Prosimy o umieszczenie tych informacji na górze każdego postu, żeby łatwiej było zorientować się w działaniach postaci.
Kod:
<zgss>Atrakcja:</zgss> Wpisz rozgrywaną atrakcję <zgss>Kostka:</zgss> Wpisz kostkę do rozegrywanej atrakcji <zgss>Efekt/bonus/przedmiot:</zgss> Wpisz, jeżeli kostka daje coś dodatkowego
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Gdy zobaczyła delfina w pokoju mówiącego głosem Nicholasa, nie potrafiła stwierdzić, czy bardziej się cieszyła, że chciał z nią iść, czy jednak dziwiła, że… No miała przed sobą patronusa. A więc to też mu zostało z dawnego Nico, zamiłowanie do wody? Uśmiechnęła się na samą tę myśl i złapała za serce – było w nim więcej niego, niż sam się o to posądzał, był sobą. Zgubionym, skrzywdzonym, ale wciąż sobą, wiedziała to, czuła całym sercem. Natychmiast zabrała się za szykowanie, skoro Nico ubierał się już, ona też musiała, bo przecież nie mógł na nią czekać. I jak dobrze, że włożyła maskę jako pierwszą – gdy ją obróciło do góry nogami tak, że wisiała kilkanaście centymetrów głową nad ziemię, odpowiedź była jasna, że czekał ją dziś nie tylko Dzień Odrodzenia, ale i dzień spodni. - Hej Nico! – zawołała do niego, podbiegając? Podfruwając? Lewitując? No niby nogami ruszała, tylko w powietrzu, jakkolwiek więc by się to nie nazywało, zrobiła to szybko i entuzjastycznie, prezentując swój firmowy, promienny SeaverSmile, choć z tej perspektywy mógł być trudny do zauważenia. – Wybacz, że w takim stanie… Trochę mnie obróciło – zachichotała, wzruszając ramionami i było to niezwykle zabawne uczucie do góry nogami. – To jak? Gotowy?! Słyszałam, że będą delfiny! – rozentuzjazmowała się jeszcze bardziej, kochała pływać z delfinami!
C. szczególne : Zawsze ubrany na czarno w strój zakrywający wszystko prócz dłoni i głowy. Prawie nigdy się nie uśmiecha, za to wiele emocji można wyczytać z jego spojrzenia.
Maska:świat - do rozegrania później Kotek: Niestety nieznaleziony Atrakcja: Wota dziękczynne Kostka:6 Efekt/bonus/przedmiot: Płetwa delfinka, niebieskie błogosławieństwo (nie może złamać przysięgi, ani nikt nie może złamać przysięgi danej jemu)
Powiedzieć, że Nicholas był rozentuzjazmowany, to jak nic nie powiedzieć. Chłopaka naprawdę nosiło od momentu gdy dostał list od Harmony. Odpowiedział jej praktycznie natychmiast, zawierzając wiadomość dużo szybszemu i pewniejszemu Patronusowi, a potem zaczął pakować się w mugolską piankę, którą dopiero co kupił. Miał dość nurkowania w ubraniach, a ostatni dzień karnawału zapowiadał się dość wodnie, dlatego zaopatrzył się w co trzeba i tym razem szedł przygotowany. Może spędzanie upalnego dnia w takim opakowaniu nie było najbardziej komfortowe, ale za to wszystko miało mu się zwrócić w czasie pływania. I właśnie na tym zamierzał się skupić. Był tak zafiksowany, że kiedy zobaczył Rems, nie zorientował się, że coś jest nie tak. Po prostu wyszedł energicznym krokiem z pokoju i praktycznie wpadł na kuzynkę. - Hej. Wybacz, nic ci nie jest? No właśnie słyszałem, że delfiny, ja je muszę zobaczyć, Psidwaku! - wystartował w stronę karnawału tak wyciągniętym marszem, że Harmony musiała nieźle przebierać nóżkami, żeby za nim nadążyć. A Nico dalej swoje. - To najwspanialsze stworzenia na świecie, Rems. Nie masz pojęcia jak mi pomogły. A teraz święto z ich udziałem! Nie mogę tego ominąć. Remcia zawsze była od niego niższa, zawsze musiał mówić gdzieś w dół, żeby się z nią porozumieć i zawsze słuchał odpowiedzi gdzieś z dołu, więc po prostu umknęło mu, że kuzynka jest do góry nogami. No można było się zaaferować karnawałem, prawda? Kiedy dotarli na miejsce, od razu pociągnął ją w stronę wykładu, słuchając z oczarowaniem tego wszystkiego. Perłowe delfiny w Venetii były jeszcze bardziej wyjątkowe, niż mu się wydawało! Od razu wiedział, że po prostu musi dołączyć do składania hołdu. - Rems, musimy... Rems? Czemu jesteś do góry nogami, psidwaku? - Nicholas dopiero teraz załapał. Nie przejmował sie tym zjawiskiem jednak zbyt długo, bo jakoś tak szybko doszło do pewnego zamieszania związanego z kolejką do zapalania świeczek. Nie zdążył się skupić na problemie Rems, bo dostał nowy upominek, a potem wylądował bardziej z przodu, by oddać hołd. Chciał to zrobić najlepiej, jak się dało i tak właśnie uczynił, a jego świeczka buchnęła niebieskim płomieniem. Nicholasowi objawił się duch, a całe to przeżycie było czymś tak znamiennym, że chłopakowi aż zapierało dech w piersi.
Harmony Seaver
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Była trochę zdziwiona tym, że Nico nie kwestionował tego całego odwrócenia do góry nogami. Że Symcia czy Milo by nie zareagowali – no pewnie, tak dobrze znali jej bullshit, że po prostu przeszliby na tym do porządku dziennego. Ale skoro nawet on się tym nie zdziwił, może faktycznie była trochę zbyt człowiekiem przypałem? A zresztą, jak się bawić to się bawić! Przynajmniej wiedzieli, że jest rozrywkowa! - Delfiny są cudowne, prawda?! – ucieszyła się, przebierając nogami w powietrzu i starając się za nim nadążyć. Zazwyczaj jej energiczność pomagała dogonić te szczudła, które wysocy nazywali nogami, ale dzisiaj miała to dość utrudnione. – Kocham je! I pływanie z nimi! Miałeś okazję zobaczyć je w zatoce? Są tak wspaniałe! – od razu podłapała jego energię i rozpływała się razem z nim nad tymi zwierzakami. Na miejscu znów trochę się zdziwiła, bo Nico złapał ją ZA NOGĘ i zaczął ciągnąć. Co znacznie utrudniło chodzenie w powietrzu, teraz zmieniając je do poziomu skakania na jednej nodze! Do góry nogami! Przy każdym podskoku omal nie zarywała głową w chodnik, więc po prostu stanęła przy okazji na rękach i jak ten debil przebierała nimi, żeby nadążyć za kuzynem. Wykład ponownie dotyczył zarazy, a raczej jednej z historii związanych z nią, mówiąc dokładnie – dalszej. W trakcie Karnawału poznali już jak to się wszystko zaczęło, teraz mieli okazję usłyszeć, jak się skończyło. A więc delfiny opuściły Venetię i dopiero po ozdrowieniu mieszkańców wróciły na miejsce, wraz z wznowieniem unii trytonów? Musiały naprawdę wiele dla nich znaczyć. - Szybko się skapłeś! – prychnęła śmiechem tak głośno, że aż było jej głupio, za co szybko przeprosiła kilka osób, które się spojrzało. Trudno było stwierdzić, czy gapili się przez jej położenie względem ziemi czy donośny głos, ale mało się tym przejmowała. – Nie jest to tak niewygodne, na jakie wygląda! – zapewniła rozbawiona i sama wzięła świeczkę, żeby złożyć ją na ołtarzu poległym, a jej ogień rozbłysnął pięknym, żywym turkusem. Duch, który się pokazał też był zdziwiony obrotem spraw, ale uśmiechnął się do dziewczyny, mówiąc, by zachowała spokój i się tym nie martwiła. I jakoś tak, chociaż wcześniej martwić się nie planowała, teraz już w ogóle nie czuła przejęcia całą tą sprawą. - Toooo… Chcesz zobaczyć co mówią delfiny?! – uśmiechnęła się szeroko, wskazując nogą na kanał, w którym zbierało się coraz więcej tych zwierząt.
C. szczególne : Zawsze ubrany na czarno w strój zakrywający wszystko prócz dłoni i głowy. Prawie nigdy się nie uśmiecha, za to wiele emocji można wyczytać z jego spojrzenia.
- O tak! Są cudownymi stworzeniami! A zatokę znam. Pływałem tam dzisiaj rano. To najwspanialsze miejsce w całej Venetii! - Nicholas wciąż kipiał entuzjazmem. Miał ochotę powiedzieć, że pływał tam z Anabell, ale ostatecznie dziwczyna wtedy spanikowała, więc mogłaby sobie nie życzyć, żeby o tym mówił komukolwiek. Ale za to nic nie stało na przeszkodzie, by powiedział o czym innym. - Swoją drogą, pamietasz jak wczoraj opowiadałem o prawie zniszczonej relacji? Udało się ją naprawić. I teraz naprawdę wierzę, że wszystko będzie dobrze. Było słychać, że strasznie mu zależało, no ale to nie mogło stanowić dla Harmony niespodzianki. Już wcześniej wyraźnie dał do zrozumienia, że relacja z Anabell jest dla niego niezwykle ważna i z jakich powodów. Kiedy się zaśmiała z jego zapłonu, lekko się speszył, no ale już go wypchnięto naprzód. Kiedy ponownie znaleźli się z Remcią, padła z jej strony taka propozycja, że mało nie wyskoczył z siebie. - Delfiny! Tak! Musimy tam pójść! Ale obiecuję, na inne atrakcje tez pójdziemy. I cyk, pierwsza przysięga złożona. Tylko że ta należała do tych wyjątkowo łatwych do spełnienia, jako że wszystko tutaj było fascynujące. No ale delfiny... Nie zwlekając dłużej poszedł we wskazanym remciową nogą kierunku i zabrał się do atrakcji polegającej na rozmowie z delfinami. Niestety nie wszystko poszło tak, jak Nicholas sobie założył. Od początku jego delfinka dziwnie się zachowywała. Zdawała sie zagubiona, jakby nie do końca wiedziała, gdzie się znajduje. Nicholasowi trudno było nawiązać z nią kontakt i naprawdę był pewny, że coś robi nie tak, kiedy niespodziewanie zaczął zauwżać w zachowaniu wodnej towarzyszki coś niepokojącego. Przestał skupiać sie na rozmowie, a już tym bardziej nie zamierzał namawiać jej do skoku. Zamiast tego zawołał zaklinaczy i zasugerował im, że ewidentnie coś tu jest nie tak. I miał rację. Delfinka miała połamane kości w płetwie. Nicholas sie zmartwił, ale zaraz też odzyskał spokój. Na pewno się nią zajmą. A że jemu nie poszło jak należy? Delfiny nie były zabawkami. Nie dogadał się teraz, dogada się innym razem. I wtedy wszystko będzie dobrze.
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
- No nie?! No nie?! – potwierdzała przeszczęśliwa, z entuzjazmem kiwając głową, chociaż w jej położeniu mogło być to trudne do zobaczenia. – Kocham nurkować z morskimi stworzeniami! No… Rekinów trochę się boję, ale są kochane! – zazwyczaj nie mówiła o tym tak otwarcie, no ale przecież to był Nico. Jej Nico. Kiedyś to wiedział, teraz też mógł. - Jejku, nawet nie wiesz jak się cieszę, że to słyszę – uśmiechnęła się do niego szczerze, naprawdę cieszyła się tym, że znalazł sobie wspierającego znajomego. I że ta osoba była dla niego tak ważne. Kto wie, może był to pierwszy krok w stronę normalności? Punkt zaczepienia dla zaczęcia nowego, lepszego życia? Coś, co pomoże mu nie zapomnieć, ale powoli zaleczać wszystkie rany, zostawić je w przeszłości. Naprawdę chciała, żeby tak się stało. – Czyli wszystko sobie wyjaśniliście? A już zaraz radość tylko urosła, bo o to pędzili do delfinów jak jakieś dzieciaki! I trafił jej się równie rozentuzjazmowany delfinek! Był mniejszy od innych i jak się okazało to dlatego, że był jeszcze młodzikiem. Dopiero poznawał pracę z człowiekiem, ale widać było, że żaden czarodziej nigdy go nie skrzywdził, po tym, jak bardzo cieszył się na współpracę. I z początku ta szła im bardzo dobrze. Oczywiście Remy ćwiczyła z nim z wody! Korzystała z każdej okazji, żeby tylko w niej siedzieć (szczególnie, jak było tak gorąco). Delfinek, choć zdawał się trochę zakręcony i czasami zagubiony, podążał za jej mową ciała naprawdę dobrze. Czytali ze swoich ruchów wzajemnie, gdzie chcą popłynąć i gdzie proszą się, żeby się przesunąć. I kiedy dziewczyna poczuła się na tyle pewnie, by go poprosić o konkretniejsze polecenie… Delfinek zauważył innego delfinka i aż zawołał do niego. Wyglądał na zachwyconego. Nawet olśnionego tamtym zwierzakiem, a na pewno oślepionego, bo już wcale nie widział ruchów Remy. Zamiast tego podpłynął do drugiego delfina, żeby się z nim bawić jak jakieś papużki nierozłączki. Nie była zła, to były zwierzęta, też miały swoje emocje, myśli i rozum. Skoro ta nauka go przeciążyła i potrzebował odetchnąć z osobnikiem ze swojego stada, nie mogła mu zabronić. W dodatku był taki uroczy! Zamiast próbować go przywołać, po prostu popłynęła na brzeg, gdzie zostawiła swoje rzeczy i ubrania (aktualnie będąc po prostu w stroju kąpielowym) i wzięła aparat, żeby zrobić im parę zdjęć. Gdy była w wodzie, wszystko było z nią normalnie, ale gdy wróciła na ląd, znów ją obróciło. - Nie wiem co jest bardziej kapryśne, maski czy delfiny – zażartowała, robiąc im całą sesję. – Muszę się jeszcze kiedyś tego pouczyć, ale chyba na razie dam mu być po prostu delfinem – zaśmiała się, wskazując na rozbrykanego malucha. – To co, zobaczymy co trytoni robią w świątyni?
Atrakcja: Wota dziękczynne Kostka:3 Efekt/bonus/przedmiot: Płetwa delfinka, cały dzień jestem w centrum uwagi!
Prawdę mówiąc, to guzik ją obchodziło to, że wciąż była dzieciakiem. Nie wyglądało to na pewno najlepiej, ale wcale się tym nie przejmowała, kiedy z samego rana wyciągnęła Maxa do świątyni trytonów, nie zamierzając odpuszczać sobie żadnego ze świątecznych dni. I cieszyła się z tego powodu coraz bardziej z każdym kolejnym krokiem, nie mogąc się aż zatrzymać! Była taka szczęśliwa, taka zadowolona, że aż podskakiwała, co wyglądało obecnie niesamowicie komicznie, a jednocześnie bardzo naturalnie, biorąc pod uwagę jej niewielkie rozmiary. - Mam nadzieję, że mnie te delfiny nie wezmą ostatecznie za jakąś przekąskę - powiedziała, wzdychając cicho, kiedy zbliżali się na miejsce spotkania i gapiła się na te stworzenia, jednym uchem słuchając tego, co doża miała do powiedzenia. Domyślała się, że dzisiejszy dzień karnawału był jakiś wyjątkowy, chociaż nie była w stanie powiedzieć do końca dlaczego, przynajmniej dopóki nie wysłuchała tego, o czym była tutaj mowa. Od razu wszystko stało się dla niej jasne! Z zachwytem przyjęła prezent, a potem spojrzała na Maxa. - Nie wiem, jak ty, ale ja idę zapalić tę świecę. Wiesz, Westalki uważały, że mogłabym zostać jedną z nich, więc zaraz zobaczysz magię - powiedziała, kierując się we właściwą stronę, żeby faktycznie zapalić świecę w pięknym kolorze mangenty, a później uśmiechnęła się lekko. Nie wiedziała jeszcze, że właśnie stała się centrum zainteresowania całego wszechświata.
______________________
I come from where the wild
wild flowers grow
Blaithin 'Fire' A. Dear
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Strój: klik Atrakcja: wota dziękczynne i picie wina Kostka:6 Efekt/bonus/przedmiot: nie mogę łamać przysiąg , płetwa delfinka
Fire zawitała do pięknej Venetii już pod koniec wakacji i nic dziwnego, że ominął ją prawie cały tutejszy karnawał. A trzeba przyznać, że pomimo ogólnie gburowatego charakteru i nieczęstego wyginania warg w uśmiech, Szkotka lubiła wszelkiej maści imprezy oraz tłumne wydarzenia. Zdecydowała się więc poświęcić resztkę tego wyjazdu rekreacyjnego, jaki miał pomóc dziewczynie oderwać się na chwilę od zajmowania przemytem i innymi nielegalnymi sprawami, na pójście na jeden z dni świętowania. O samej historii tego miasta wiedziała praktycznie nic, dlatego nie rozumiała znaczenia "odrodzenia", o jakim wszyscy mówili. Z umiarkowanym zaciekawieniem jednak przyglądała się budowli ogromnej świątyni, a także słuchała historii opowiadanej przez elegancko ubraną kobietę. Same wzmianki o zarazie bardzo zaciekawiły Dear, więc stanęła na uboczu przy reszcie słuchaczy, opierając ramię o jedną z wysokich kolumn. Fajerwerki się jej w gruncie rzeczy podobały, niechętnie spoglądała za to na delfiny. Nigdy nie lubiła morskich stworzeń, a te dodatkowo wydawały z siebie ciągle wysokie dźwięki. Miała wielką nadzieję, że żaden się do niej zanadto nie zbliży. Zwłaszcza że ewidentnie upodobały sobie ochlapywanie ludzi. I co z tego, że tak lśniły dzięki perłom? To wręcz tylko bardziej podsycało niechęć Fire. Brakowało, aby obrzucono je brokatem. Blaithin po chwili wahania również poszła śladem wielu innych obecnych i wzięła jedną z białych świec. Nie interesowało jej składanie ofiar w imię dawno martwych osób, których nigdy nie poznała. Ich los nie był w stanie wzruszyć zimnego serca rudowłosej. Mimo to skoro akurat proponowano krótkie pobawienie się ogniem to ktoś o tak znanej ksywce po prostu się zgadzał. Z chęcią przyłożyła knot do ognia przyniesionego przez kapłanki lub kogoś w tym rodzaju. Obserwowała zmianę barwy płomieni na niebieską i zastanawiała się dlaczego akurat ten kolor. Znała magię na tle, aby domyślić się, że to może coś oznaczać, ale jeszcze nie wywnioskowała co konkretnie. Po tej krótkiej rozrywce zostawiła świecę. Kroki same skierowały Szkotkę do altanki skrytej w cieniu, a tam dostrzegła wybór różnych włoskich win. Jako że nie kojarzyła żadnej z etykiet, na chybił trafił sięgnęła po bacio del prete, licząc że nie będzie mocno słodkie. Nalała sobie do kielicha i posmakowała, zaledwie muskając wargami powierzchnię czerwonego trunku. Smakowało... delikatnie. Wręcz gładziło usta dziewczyny. Od razu przez myśli przemknęło Fire, że pocałunek musiałby być teraz niezwykle przyjemny i czuły. Pokręciła lekko głową, pozwalając aby długi, rudy warkocz na jej plecach nieco zmienił położenie. Jej błękitne oko oraz opaskę zakrywały za to grube szkła okularów przeciwsłonecznych.
Antonio zbliżał się niespiesznie do wrót świątyni. Piękne i cudowne światła na niebie widać było już z daleka, toteż na pewno nie zgubi kierunku marszu. Z tego co kojarzył, był piąty dzień karnawału. Dobra informacja była taka, że czeka go masa dobrej zabawy. Zła była taka, że nie pamiętał 4 ostatnich dni. Był pijany, ale zanim tu przyszedł wypił z pięć kaw (espresso, nie cappucino, w końcu był w Italii). Palił hogsy, swoim brzydkim zwyczajem, i rozglądał się wokoło. Miał na sobie trochę za dużą, lnianą, niewyprasowaną koszulę i przeciwsłoneczne okulary. Bynajmniej dlatego, że raziło go słońce czy coś, o nie. Zanim wyszedł z domu spostrzegł, że ma dosyć przekrwione oczy. Niewyspanie i alkohol robiło swoje. Póki nie wypije z pół litra wody, wolał chować się za ciemnymi szkłami. Jak na ironię, dzisiaj świętowali przecież Dzień Odrodzenia. Gdy dotarł na miejsce, rozejrzał się za pitną wodą. Słodka, zimna, taka dobra. Taka czysta, nie wykrzywia, nie upija, nie musuje. Cudo. Już zapomniał, że od czasu do czasu powinien ją pić. Dopiero gdy przyjął jej odpowiednią ilość, począł zwiedzanie tutejszych atrakcji. Zaczął od tego, że przyczepił się na chama do jakiejś sporej grupy osób zebranej wokół doży. W sensie, pani doży nie pana doży. W każdym razie nabożnie skupionej na wsłuchiwaniu się w jej słowa. A więc i Tony postanowił nadstawić ucha, choć jego oczy wodziły po zebranych, zupełnie jakby w poszukiwaniu czegoś interesującego do roboty. Szybko ów cel znalazły. Nie zbliżał się do niej, na razie obserwował z daleka. Pal licho delfiny. Nieważne fajerwerki. Ładna twarz, apetyczne kształty, nawet wyglądała jakoś tak… zadziornie. Nie, to złe słowo. Wyglądała seksownie. Trochę przypominała mu Beę. Jednym uchem słuchał przejmującej historii o zarazie, zaś drugim nieznacznie przysuwał się w jej stronę. W międzyczasie nie wiedzieć kiedy, w jego rękach znalazła się biała świeca. Ach tak, szacunek dla zmarłych, tragiczna sprawa i tak dalej. No dobra, niech będzie. Historia Ventii nie jest dla Diaza taka znowu obojętna, przyjeżdżał tu co jakiś czas z Calpiatto. Zapalił świeczkę (nie zdziwiło go, że zaczęła płonąć takim różowo-fioletowym światłem) i po minucie milczenia odłożył ją na ołtarz. Na chwilę ogarnął go smutek, bo przypomniał sobie o swoim ojcu, ale to paskudnie nieprzyjemne uczucie bardzo szybko minęło. Zdusić w zarodku, nie mówić, zapomnieć. Zresztą, zmarłych przecież powinno wspominać się albo dobrze albo wcale, prawda? Spoczywajcie, dobre dusze Venetii. Niech absolut ma was w swojej opiece. Podążał jej tropem, jak drapieżnik za ofiarą choć z tego, co mu się zdawało te role mogły się dzisiaj odwrócić. Ta skórzana kurtka pomimo upału, ciemne okulary i sposób bycia, ta mina i ten krok wręcz krzyczały - uważaj Díaz, nie daj się nabrać na jej piękne słówka i wdzięczne kształty. Skoro ona zmierzała w stronę altanki, on również kierował tam swoje kroki. Chwycił to wino, które chwyciła i ona, nalał sobie kieliszek i podszedł do niej na pewniaka. Choć był pijany, upił łyka i chociaż tyle rzeczy mogło się nie udać mimo to, powiedział. - Cześć. Jestem Antonio. Mogę? - zapytał wykonując taki gest, jakby chciał przy jej stoliku postawić swoją butelkę wina. Może odmówić, ale może powie tak. I to niejeden raz.
Blaithin 'Fire' A. Dear
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Wino wchodziło zdecydowanie zbyt dobrze. Wypiła kolejny kielich, rozkoszując się chłodem napoju idealnie dopasowanym do panującej pogody. Wokół panował gwar, na niebie jaśniały co chwilę puszczane fajerwerki i nawet okropne delfiny na jakąś chwilę ucichły. I wtedy ktoś musiał się wpakować tuż obok niej. Uniosła wzrok na nieznajomego mężczyznę. Na pierwszy rzut oka wyglądał na kogoś, kogo nie spławiłaby ot tak. Był starszy, co zdecydowanie plusowało u rudowłosej, a do tego przystojny, czego też niestety nie dało się uznać za wadę. Chciała znaleźć coś do czego mogłaby się przyczepić, ale ostatecznie prezentował się nienagannie pomimo wyczucia, że nie baluje tutaj od pięciu minut. Jego rozluźnienie kontrastowało mocno ze spiętym zachowaniem Szkotki, której smukłe palce zacisnęły się mocno na trzymanym kielichu. Nie minęło kilka sekund aż wpadła na pewien pomysł oryginalnego powitania. Żadnego nudnego "Hej, jestem Fire". O nie. Ona nigdy nie zachowywała się w taki przewidywalny sposób. - Nie, nie, nie. Jeszcze raz. - zaczęła, zapewne totalnie zbijając mężczyznę z pantałyku, co nie mogło być bardzo trudne, skoro trochę alkoholu zdążył już w siebie wlać. Następnie wstała z krzesła przy stoliku, odeszła parę kroków i powróciła, na twarz przywdziewając delikatny uśmiech. Zdawał się nie mieć w sobie jadu. - Och, buon giorno, piękny nieznajomy. - skierowała spojrzenie najpierw na jego twarz, pozwalając sobie po chwili wzrokiem zjechać niżej, aż na trzymaną doń butelkę z winem. - Mmm, bacio del prete, od razu jak Cię zobaczyłam to wiedziałam, że masz dobry gust. Smakowanie tak świetnego wina jest jeszcze lepsze w towarzystwie, wiesz? I z tymi słowami wskazała mu gestem, aby usiadł, co po chwili sama również zrobiła, opadając na dopiero co zajmowane miejsce. I nagle jakby cała ta figlarna gra aktorska zniknęła, jak za dotknięciem różdżki. Uśmiech Fire zgasł niczym oblany zimną wodą. Jej postura znów stała się spięta oraz sztywna, a spojrzenie nie wyrażało ani grama sympatii w stosunku do starszego mężczyzny. Wręcz przeciwnie - wydawała się chłodna i może faktycznie odczuwała chłód dzięki jakimś zaklęciom, skoro wytrzymywała włoskie słońce ubrana właśnie w ten sposób. - Teraz żadna Ci już nie odmówi, możesz iść. - powiedziała krótko i choć starała się brzmieć jak najbardziej oschle to słowa wypłynęły gładko. Aż zbyt miękko, jak na ton Fire. Wyglądało na to, że wypite wino bardzo upiększyło jej mowę. Mimo to odsunęła głowę ostentacyjnie w bok, aby patrzeć w innym kierunku. Chociaż okazało się to dziwnie trudne. Jakby nieznajomy wręcz przyciągał jej wzrok.
Rozmowa z delfinami Delfin:5 Scenariusz: I Rzut k100: 49 Suma wyników: 49+20+30 = 99 Efekt/bonus/przedmiot: -
Wpadła na karnawał jak co dzień w poszukiwaniu dla siebie zajęcia. Sama nie bardzo wiedziałam czego dla siebie szuka więc podeszła do pierwszą lepszą atrakcje dzisiejszego dnia, a było to rozmawianie z delfinami! Moment w którym zrobiła oczy wielkie że z zdumienia były bezcenne. Podeszła za ten bliżej patrząc na delfina, dostała jednego na czas zabawy i przełknęła ślinę z lekkim stresem. Jej początkowe zdenerwowanie okazało się bezsensowne, bo delfin jakby wiedział co chce powiedzieć i mu pokazać. Wyglądało to trochę jakby czytał w jej myślach. Cieszyła się jak dziecko widząc iż zwierzę wykonuje jej polecenie, choć dostrzegła dziwność w jego ruchach jakby coś mu się stało. Opowiedziała o swoich zmartwieniach zaklinaczom. Martwiła się o jego stan. Wyglądało na to iż uderzył gdzieś płetwą i coś sobie zlamal. Biedactwo. A mimo to delfin na pożegnanie wyskoczył z wody mocząc nieco jej ubranie. Lecz nie przeszkadzało jej to, zaśmiała się w głos, dziękując na sam koniec swojemu towarzyszowi i pogłaskała go na dowodzenia. Spoglądała na innych a oni na nią że zdziwieniem. Chyba... Dobrze jej poszło w porównaniu do innych.
Maximilian Felix Solberg
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Atrakcja: Wota dziękczynne Kostka:1 - nic mnie nie nęka Efekt/bonus/przedmiot: Płetwa delfina
Ucieszył się, gdy zobaczył Carly, która przylazła wyciągnąć go na ostatni dzień karnawału. Jeszcze większy ubaw miał z faktu, że wciąż była w ciele dzieciaczka, co tylko potęgowało zabawę. Nie zastanawiał się ani minuty, zamykając za sobą drzwi i dając jej się poprowadzić do świątyni trytonów - miejsca, które kojarzył z niesamowitym szczęściem. Nic więc dziwnego, że sam tryskał humorem jak chyba nigdy. -Spokojnie, one nie jedzą ludzi. - Uspokoił ją, po czym dodał. -Tylko gwałcą. - Wyszczerzył się do dziewczynki, co musiało być dość creepy dla każdego, kto miał szansę tę wymianę zdań usłyszeć. Sam jednak miał gdzieś ewentualnych przeciwników jego niestosownej relacji z trzylatką, bo wsłuchiwał się w historię tych istot i opowieść o ich znaczeniu dla Venetian. Musiał przyznać, że nie miał pojęcia, jak wielką rolę odgrywały one dla tubylców. -Jedną z Westalek? A do tego nie trzeba choć trochę niewinności? - Zapytał z uśmiechem, po czym nieco poważniej dodał, że i on chętnie zapali jedną ze świec. Mając teraz w posiadaniu pewien skarb, czuł się wręcz zobowiązany choćby do tak małego gestu. Wybrał oczywiście zieloną i odpalił płomień przy pomocy swojej zapalniczki i prawie od razu poczuł, jak ogarnia go spokój. To, co go męczyło, jakby nagle odpuściło, przynosząc mu ogromną ulgę. Wyjął różdżkę i od razu przetransmutował swoje ubrania na bardziej letnie, rozpięta lniana koszula i krótkie spodenki, to było to, czego potrzebował. Nie baczył na szkaradne blizny pokrywające jego ciało. Dzisiaj, nie miały one znaczenia. -No więc, mi niña, od czego chcesz zacząć? Zakupy? Jedzenie? A może pogawędki z delfinami? - Zapytał, poświęcając jej całą uwagę. Nawet nie zorientował się, że działa na niego magia jej świecy, skoro i tak był tutaj tylko z nią.
______________________
I thought that I could walk away easily But here I am, falling down on my knees
Atrakcja: Zadanie specjalne Delli Abbenety Kostka:Kostki - 3, Kostki - 10 Efekt/bonus/przedmiot: Zagubiona pieśń delfina, +2 ONMS
Krótko po zabawie z delfinami dostrzegła Wielką Doże jakby na zestresowaną. Z tego co jej powiedziała wynikało, iż delfiny mają problem i wpadły w sieci! Dobrze, że Anabell była przygotowana i ubrała na sobie dziś strój do pływania, bardziej myślała, że popływa z delfinami, ale nie w tego typu okolicznościach, które były bardzo, ale to bardzo niesprzyjające. Zgodziła się w takim razie na bycie ochotnikiem, już raz pływała delfinami, ten niewielki procent doświadczenia w tej chwili musi jej w pełni wystarczyć. Gdy dotarła na brzeg, zdjęła z siebie wierzchnie ubranie i zanurkowała prosto pod wodę. W pierwszej chwili potrzebowała się porządnie rozejrzeć w wodzie, aby znaleźć odpowiedni statek, a potem delfiny. Zajęło jej to chwilę czasu, lecz po chwili udało jej się dostrzec delfina perłowego. Podpłynęła do niej, chcąc jej pomóc, jednak ta uparcie nie chciała wypłynąć na powierzchnię i nie rozumiała dlaczego. Po chwili jednak zrozumiała dlaczego! Wypłynęła ku górze, aby złapać powietrze znad tafli wody, a potem znowu zanurkowała starając się trzymać w płucach jak najwięcej ilości powietrza, na jaką ją stać. Zaczęła płynąć coraz niżej w dół, a delfin razem u jej boku, gdzieś na dnie dostrzegła małe delfiątko, które zaplątało się w sieć. Podpłynęła więc do niego i z całych sił zaczęła ratować delfiątko swoimi rękami, minus był taki, że zaczynało brakować jej powietrza, ale koniec końców delfiątko zostało uratowane! W którymś momencie chyba nawet się dusiła, ale za bardzo tego nie pamięta. Może nawet zemdlała? Nie była pewna, bo na krótki moment urwał jej się film. I coraz bardziej brakowało jej powietrza w płucach. @Nicholas Seaver A tak se pinge, może będziesz zaciekawiona
Scarlett Norwood
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : Rytualny krwawy znak na wskazującym palcu lewej dłoni
- Ja tam nie wnikam w twoje zachcianki – powiedziała, unosząc swoje niewielkie rączki w obronnym geście, kiedy Max powiedział coś tak idiotycznego, po czym śmiejąc się, popukała się po czole, zastanawiając się, czy on naprawdę był poważny, bo odnosiła wrażenie, że był pokręcony jeszcze bardziej niż ona. To nie było wcale takie dziwne, a jednocześnie było, bo mimo wszystko Carly nie należała do najmądrzejszych, ani do najspokojniejszych osób na świecie. Owszem, nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, ale prawda była taka, że dziewczyna z całą pewnością nie była jakąś przesłodką Puchonką, która jedynie gotowała. I była sprytna. Ale to się teraz aż tak nie liczyło. - Och, tak się tylko mówi, Max. Widzisz, były tak zachwycone moim zachowaniem i poświęceniem dla sprawy, że najwyraźniej nie zamierzały mnie zbyt łatwo puszczać. Wygląda jednak na to, że nie mogą za często opuszczać świątyni, więc udało mi się uciec dachem – stwierdziła, co oczywiście było niesamowitą bzdurą, ale skoro już się tak bawili, to nie miała powodu, żeby tego nie robić. Chciała w końcu miło spędzić ten dzień i z pewnym zdziwieniem dostrzegła, jak Max po zapaleniu świecy, nagle postanowił zmienić cały swój strój, odsłaniając blizny, na które oczywiście zwróciła uwagę, ale nie powiedziała o nich ani słowa, pamiętając o nich, gotowa do tego, by poruszyć tę kwestię w innym terminie. - Kupisz mi kieliszek wina na zachętę? Mnie mogą nie sprzedać, a chcę się przekonać, jak ono smakuje! A potem zobaczmy, co tutaj sprzedają. I o, widziałeś?! Tam chyba można porozmawiać z trytonami, czy coś? Myślisz, że można nauczyć się ich języka? Chodź, zobaczymy! – powiedziała, klaskając w dłonie, dodając, że zdawała się na niego w kwestii wina, prosząc o niespodziankę, dodając, że mogą również zjeść śniadanie, żeby móc bawić się tutaj do upadłego.
______________________
I come from where the wild
wild flowers grow
Antonio Díaz
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : Wielka rana na plecach, rana po poparzeniu na ramieniu
Atrakcja: były wota dziękczynne, aktualnie altanka z winami Kostka:3 Efekt/bonus/przedmiot: płetwa delfinka, jestem człowiek-magnes
Spostrzegł, jak jej szczupłe, białe palce zacieśniają się na kieliszku. A czemuż nie miałby na mojej szyi, pomyślał sobie bezczelnie, patrząc na nią z uśmiechem. Przez chwilę milczeli i tak siebie na patrzeli, a potem. Potem ujrzał nieobliczalność, która tak bardzo podobała mu się w Bei. Zbiła go z pantałyku, przez chwilę nie wiedział co się dzieje. Nie zmienia to jednak faktu, że szeroko się uśmiechał, można wręcz powiedzieć, że jak głupi do sera. W końcu niezaprzeczalnym faktem było to, że był mocno wstawiony. Schował ręce do kieszeni i wysłuchał tego, co miała do powiedzenia. Spodobał mu się jej uśmiech, choć nie wyglądała na taką, co obdarzała nim każdego. Przez chwilę była słodka i urocza, ach, no i miała taki piękny głos. Mógłby go słuchać godzinami, doprawdy było to niezapomniane przeżycie. A potem, gdy wydukała z siebie tę iście teatralną kwestię, opadła na siedzenie i maska jakby roztrzaskała się o ziemię. Poczuł, że dreszcz podniecenia przechodzi przez jego kark. To było dopiero wyzwanie, pomyślał i przegryzł w zamyśleniu wargę. Tak wiele mogło zależeć od jego następnego kroku, po co się więc spieszyć? - Jesteś pojebana - stwierdził, odpalając papierosa. - Podobasz mi się. Nie chcę byle kogo, bo to ty mi wpadłaś w oko. - Pomimo tego, że na razie w ogóle na nią nie patrzył, był pewien, że go słucha. Nie słyszy, a aktywnie rejestruje każde słowo wypowiedziane głosem miękkim jak aksamit. - Nie musisz mi mówić, że mam dobry gust. Skoro wybrałem rozmowę akurat z tobą. - Stwierdził kolejny fakt, wzruszył ramionami, w końcu umościł się na krześle. On się nigdzie nie wybiera, nie dopóki ona tu jest. Posłał w jej stronę śliczny uśmiech, wziął macha. I czekał. Skąd mógł wiedzieć, że trafił na k o l e j n e g o Deara...
Maximilian Felix Solberg
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Atrakcja: Wino (aqua per gatti) i rozmowa z trytonami Kostka:6 dopasowań Efekt/bonus/przedmiot: Płetwa delfina, kamyczki do nauki trytońskiego
-I bardzo dobrze. Dzieci nie powinny wiedzieć o niektórych sprawach dorosłych. - Zgodził się z nią radośnie. Owszem, był popierdolony i wiadome to było nie od dziś. Może właśnie dlatego tak się dogadywali. On bardzo dobrze wiedział, że Carly niewinna to była tylko z buźki i poniekąd była to jedna z rzeczy, dzięki których ją uwielbiał. -Wierzę Ci tylko trochę, ale bardzo chciałbym zobaczyć, jak spierdalasz przed kapłankami po rynnie. - Przyznał, wyobrażając sobie całą tę akcję. Był pewien, że co nieco z tej historii puchonka podkoloryzowała, czego absolutnie nie miał jej za złe. Sam lubił ubarwiać własne opowieści i pozwolić słuchaczowi samemu zadecydować, w którą jej część chciał uwierzyć. Ot, jedna z cech, które zdecydowanie przydawały się na wszelkiego rodzaju imprezach. -Boże, co za patologia. Dziecko, WINO? Ojciec za grosz nie nauczył Cię, że w tej rodzinie pije się whisky? - Zacmokał z niezadowoleniem, jakby faktycznie był oburzony. Patologia, jawna patologia w tej udawanej rodzinie. Wziął jednak Carly na barana i ruszył z nią w kierunku stoiska z winami. Oczywiście nie mógł przy sklepikarzu zapytać, na które ma ochotę, więc postanowił wybrać na czuja i postawił na aqua per gatti. -Tylko mi się nie uchlej za bardzo. - Ostrzegł ją, podając dziewczynce alkohol, po czym zwrócił uwagę na dwójkę ludzi nieopodal. Znał ich i przynajmniej jedno z nich powodowało uśmiech na jego twarzy. Puścił kobiecie zalotne oczko ( @Blaithin 'Fire' A. Dear ), a mężczyznę omiótł tylko wzrokiem ( @Antonio Díaz ). Nie podchodził, poprzestając na tych gestach, nie chcąc im przeszkadzać. Poza tym, miał dziecko pod opieką! -Chodź. Ten, komu lepiej pójdzie stawia lunch. - Wciąż ze Scarlett na barana, podszedł tam, gdzie nauczano trytońskiego. -Mówiłem Ci, że kiedyś brałem udział w kursie tego języka? Nie udało mi się go skończyć, ale jakieś podstawy chyba jeszcze pamiętam. - Przyznał, siadając do słów. Zapomniał już, jak chrzeszczący i syczący był ten język. Miał wrażenie, że zaraz połamie sobie szczękę, próbując to wszystko powymawiać, ale nie poddawał się i ostatecznie skończył z aż sześcioma dopasowaniami! -Ponad połowa. Nie tak źle! - Pochwalił sam siebie, bo w końcu ktoś musiał docenić jego wysiłki. -O kurwa, teraz? Przydałyby się wcześniej. - Zaśmiał się, ale i podziękował za kamyczki do nauki trytońskiego. Zdecydowanie byłyby dla niego użyteczne w purpurowym sadzie, gdzie próbował rozwikłać pewną trytonią zagadkę.
______________________
I thought that I could walk away easily But here I am, falling down on my knees
Valerie Lloyd
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 172 cm
C. szczególne : blizna na łuku brwiowym; nosi kolorowe soczewki, najczęściej brązowe
Chyba… pudło? Val już miała się poddać. Już miała stwierdzić, że przygody to zostawia Gryfonom i basta. Przez jakiś czas kręciła się po łące i szukała bzów. Srów, nic ciekawego nie znalazła. Może w takim razie… pójdę innym tropem. Okej, gondolierzy. W tym mieście byli oni praktycznie wszędzie ale trytony, o to to. Stanowiły ważny element tutejszej kultury, więc może spróbuje swojego szczęście w świątyni, którą w całości im poświęcono? Gdy przyszła na miejsce, przyglądała się uważnie tafli wody. Próbowała przyuważyć miejsce, które wyglądało by jak to z płaskorzeźby. Mijała jakieś tam krzaczki, ale czy to były bzy? Może, w sumie nie wiedziała czy dalej kwitły, na pewno babie lato nie unosiło się już w powietrzu. W każdym razie - szukała, w myśl powiedzenia, że kto szuka, ten znajdzie. Ciekawe, czy tym razem się jej uda.
Czego jak czego, ale słów "jesteś pojebana" Fire się nie spodziewała. A więc i on potrafił zaskakiwać nietypową reakcją. Niestety, ale musiała dać Antonio za to malutki plusik. Niebawem jednak na pewno zyska na tyle dużo wielkich minusów, że to przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Silnie wierzyła, że tak będzie. Nie chciała go polubić. - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. - odparła odrobinę rozbawiona, że tak szybko ją rozgryzł. Pomimo alkoholu we krwi nadal zachowywał jakąś tam bystrość. Szkotka dalej walczyła z dosłowną potrzebą, aby zerknąć na Antonio, ale magnetyzująca siła w końcu zmusiła rudowłosą do odwrócenia głowy i wbicia w niego wzroku. Palił. Zawsze się to Blaithin w mężczyznach podobało, kiedy ich twarze osnuwał obłok nikotynowego dymu. Coś w tym było seksownego. Poza tym wyczuwała w jego głosie południowy akcent, ale chyba nie był tutejszym. Idąc jego śladem również wyciągnęła swoją paczkę Wizz-Wizzów i odpaliła różdżką jeden papieros. Ułożyła go pomiędzy wargami maźniętymi intensywnie czerwoną pomadką. Prychnęła cicho przez ten czarujący, szeroki uśmiech posłany bezczelnie w jej stronę. A więc nie udało się go na razie odstraszyć. Tym gorzej dla niego. Niebawem może zrozumieć, dlaczego nazywają ją... - Fire. Tak na mnie mówią. - wyjawiła, a zaraz potem zdecydowała się na bezpośredniość w stosunku do nowo poznanego mężczyzny. Zwróciła się do niego ciałem na krześle, a dłonią ściągnęła na czubek nosa okulary. Mógł dokładnie zauważyć jedno lodowato błękitne oko, a na miejscu, gdzie powinno być drugie, tylko czarną skórzaną opaskę. - Zobacz, też mi ktoś kiedyś wpadł w oko i jak to się skończyło? Potrafiła ze swojego kalectwa żartować, a wręcz robiła to dość często, wypowiadając się zazwyczaj głosem pełnym sarkazmu i pewnego rodzaju... żalu, ale słabo wyczuwalnego. Po tym krótkim pokazie ponownie wsunęła okulary wyżej, przyglądając się już Antonio bez udawania, że chce go stąd jak najszybciej wygonić. Czy może jednak? To mógł być kolejny test mający na celu zbadanie, co go przepłoszy. Na moment dostrzegła inną osobę w tłumie. @Maximilian Felix Solberg mocno zapisał się w pamięci Fire i nie mogła powstrzymać się przed posłaniem mu ciepłego uśmiechu. A niech będzie, chętnie się z nim zobaczy twarzą w twarz, skoro on również gdzieś się tu kręcił. Antonio mógł zauważyć ten moment przeniesienia uwagi na innego samca. - Za nieudane pijackie podrywy. - uniosła lekko kielich, uprzednio napełniwszy go pokaźną dawką wina. Nie zamierzała się ograniczać, skoro było darmowe i dobre.
Antonio Díaz
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : Wielka rana na plecach, rana po poparzeniu na ramieniu
Atrakcja: były wota dziękczynne, aktualnie altanka z winami Kostka:3 Efekt/bonus/przedmiot: płetwa delfinka, jestem człowiek-magnes
Uśmiechnął się, słysząc jej aksamitny głos. Jeśli lubisz szaleństwa, to szybko się dogadamy, pelirroja. W łóżku, w życiu, w pracy. Ja nie umiem być normalny. To nudne i przewidywalne, a ty się taka nie wydajesz. Daj mi się przekonać, jak bardzo jesteś pojebana. Najlepiej bądź taka razem ze mną. Bardzo ucieszył się z faktu, że odrobinę ją rozbawił. Wyglądała na rezolutną i jeszcze zbyt trzeźwą. Przez chwilę jeszcze w ogóle na niego nie patrzyła, ale wkrótce siła magii (nie jego, magii w ogóle) wygrała. Musieli wyglądać trochę głupio, oboje mieli przecież na nosie ciemne okulary. Tony nie mógł więc zobaczyć błysku aprobaty w jej oku. Z ulgą przyjął fakt, że jego towarzyszka paliła. Wizz-wizzy? No cóż, nie pierdoli się w tańcu. Zerknął na ogromną pakę szlugów, zastanawiając się jaką postać przyjmie dym wydobywający się z tych seksownych, ponętnych ust. - Fire - powtórzył oczarowany. Na mnie mówią cabron, miło mi cię poznać. Nawet nie drgnął, widząc jej oczy. Oko. Nieważne, to wszystko dodawało jej jeszcze seksapilu. Strzepnął popiół z papierosa, sam również ściągnął okulary. Jego spojrzenie było odrobinę przekrwione, wyraźnie zmęczone. Ale skupione na jej pięknej twarzy. Uśmiechnął się i spuścił wzrok, niby to zmieszany, na swój kieliszek. Jednak gdy nawiązał znowu kontakt, był jednak diabelnie opanowany. Podobało mu się w niej wszystko. Poczucie humoru, głos, nieprzewidywalność. Szkoda tylko, że wydawała się spięta jakby połknęła kij. Chciał coś powiedzieć, ale zamilkł po spostrzeżeniu, że jej uwaga na chwilę się rozproszyła. Powiódł za nią wzrokiem tym bardziej, że posłała tej osobie uśmiech. Gdy zerknął w tamtą stronę, zobaczył coś bardzo dziwnego. Solberg z jakimś dzieckiem na barana puszczał do niej oko. Zalotnie. Zignorował fakt obecności jasnowłosej trzylatki, która pewnie była jego pieprzoną wpadką. Odwrócił się równie szybko, co spojrzał, a jego czoło na chwilę się zmarszczyło. Nie darzył go sympatią, już teraz nie tylko ze względu na to, co działo się pomiędzy nim a Salazarem. Podirytowało go również, że Fire obdarzyła go tak ładnym uśmiechem. - Śmieszne - mruknął niechętnie, trochę zdegustowany obecnością @Maximilian Felix Solberg. Nie sposób powiedzieć, czy odpowiadał jej czy też komentował scenę, której byli świadkami. No ale cóż, ale nie ma co psuć sobie dobrze zapowiadającego się wieczoru. Szybko odzyskał dobry humor, gdy wznieśli toast. - I za te udane - rzucił, nie spuszczając już z niej spojrzenia ciemnobrązowych oczu. Upił dosyć spory łyk, wziął buszka i zarzucił nogę na nogę. Umościł się wygodnie w siedzeniu, przez chwilę zastanawiając się, o co dokładnie zapytać. A tyle cisnęło mu się na usta. - A więc powiedź mi, proszę. Co mam zrobić, żebyś i do mnie się tak ślicznie uśmiechnęła? Czuję się niemalże zazdrosny, choć on nie ma przecież ze mną szans. Wiedziałaś, że jest zajęty? I to bardzo - brzydko, oj brzydko panie Díaz. Zazdrość to nieładna emocja i niezbyt rozgarnięty przewodnik. Ale Katalończyk był jaki był i już tego nie zmieni. Niepodzielna uwaga to jego chleb powszedni. Kusił, czarował, uwodził i bynajmniej nie potrzebował do tego eliksirów czy różdżki. Daj mi tylko czas, pomyślał, a prędzej czy później będziesz moja. Chociaż na chwilę.
Blaithin 'Fire' A. Dear
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Spojrzała mu głębiej w ciemnobrązowe oczy, kiedy i on postanowił na moment zsunąć okulary. Przypominały Fire czekoladę, której smak bardzo lubiła. Zdziwiła się nieco spokojną reakcją na spostrzeżenie, że ona utraciła część siebie, ale cóż, może spotykał się już z gorszymi rzeczami? Kompletnie nic na temat Antonio nie wiedziała. Dopiero powoli uczyła się rozpoznawać jego zachowania, nawet jeśli częściowo wywoływane wpływem alkoholu. Zazdrość towarzyszyła Blaithin od dawna. Nie radziła sobie z nią dobrze, często wzniecając kłótnie. Kiedyś rzucała butelkami w chłopaka swojego najlepszego przyjaciela właśnie dlatego, że uważała, że stał się od niej ważniejszy. Dopóki jednak pozostawała zdystansowana dopóty nie zależało jej na czyjejś pełnej uwadze. Przez moment myślała czy nie kazać Antonio dla niej teraz zatańczyć i śpiewać, jeśli tak bardzo pragnął podarowanego mu szczerego uśmiechu, ale jego uszczypliwy komentarz na temat Solberga sprawił, że porzuciła myśl. "On nie ma przecież ze mną szans". Fire zmroziła wzrokiem Antonio, zaciskając usta w wąską kreskę, aby nie prychnąć na niego ponownie niczym rozeźlony kot. Jego pewność siebie budziła w niej mieszane uczucia, granicząc pomiędzy atrakcyjnością, a irytującą butą. Niemniej, to Solberg pozostawał jedynym gościem, jakiego rudowłosa czarownica do siebie zaprosiła i z którym działy się rzeczy co najmniej intymne. Natomiast podpity mężczyzna nijak w wyobraźni rudowłosej nie mógł doprowadzić do podobnej sytuacji ze swoim udziałem. Nieważne, że był przystojny, że pięknie się uśmiechał i ewidentnie zero w nim strachu. Stawiała między sobą a nim potężny mur. - Skoro jego ktoś zechciał, a Ciebie nie to chyba świadczy na Twoją niekorzyść. - odbiła piłeczkę, chcąc po części obronić Felixa, a po części po prostu utrzeć nosa nowemu znajomemu, który nie ukrywał w żaden sposób tego ukłucia zazdrości. Nie zamierzała za długo ciągnąć tematu Solberga. Jakoś plotkowanie o nim wolała odpuścić, choć wybadałaby skąd Antonio go w ogóle zna. - Czy może jednak jakaś zbyt naiwna panna czeka wiernie aż do niej wrócisz? Przechyliła delikatnie głowę w prawo, spojrzeniem ani na moment nie opuszczając Antonio, gdy powoli odrywała kielich od swoich ust i stawiała go na stoliku pomiędzy nimi. O tak, niech opowie o tych złamanych niewieścich sercach, jakie na pewno licznie się pojawiały w jego historii. Z całą pewnością Dear nigdy nie dołączy do tego wianuszka. Zaciągnęła się mocniej Wizz-Wizzem, pozwalając aby otulił ją ten hipnotyczny czekoladowy zapach, który tak bardzo lubiła. Kiedy wypuściła większy kłąb dymu prosto w stronę Antonio, mógł zobaczyć, że formuje się w widmowego bazyliszka. Nikotynowy wąż subtelnie owinął się wokół szyi mężczyzny, powoli rozpływając się na jego kołnierzu i przy koniuszkach włosów. - A Ty jakie palisz? - zapytała, zerkając na trzymanego przez niego papierosa.